2014/05/16

It's just sex and violence melody and silence...


Marzy mi się Australia i "szorowanie desek surfingowych", bar na plaży, beztroska... Czyż to nie byłoby piękne życie? Pracować na plaży, żyć z dnia na dzień, mieszkać w małym domku i codziennie poznawać nowych ludzi? Uniformem służbowym byłoby bikini, zero zmartwień, zero większych obowiązków. Człowiek i natura. Tak pierwotnie, tak swojsko...

Po co nam była ta cała cywilizacja? Czy teraz jesteśmy mniej zezwierzęceni? Czy naprawdę sądzimy, że rządzi nami nasza inteligencja, a nie instynkty? Człowiek jest cywilizowany, dopóki pozwala mu na to sytuacja. Ale czy to nie jest czasem życie wbrew naturze?
Czy to nie stąd te wszystkie depresje, choroby psychiczne, choroby fizyczne? Raki, mutacje, guzy, wylewy, upośledzenia, wady genetyczne? Czy nie przesadziliśmy z ingerencją w naturę? Czy goniąc za pieniądzem, sławą, splendorem naprawdę jesteśmy szczęśliwi? A pamiętacie to uczucie szczęścia, gdy w dzieciństwie biegało się po polach, zbierało jagody w lasach, nocowało nad jeziorem? Taka zgoda z naturą i bezgraniczne szczęście. Upajanie się zapachem lata, plaży po deszczu, dźwiękiem nocnych świerszczy, widokiem zachodzącego słońca, dotykiem piasku pod stopami i podmuchu wiatru na skórze. Kiedyś były to dla mnie najlepsze doznania pod słońcem. A teraz? Teraz nie umiem tego docenić. Nie umiem żyć, gdy nic się nie dzieje. Po 2 godzinach na plaży, na której w dzieciństwie potrafiłam spędzać 12 godzin, jak nie więcej, jestem teraz strasznie znudzona i chcę do domu. Do lasu nie wchodzę w ogóle, bo jest taki...syfiasty. A nóż kleszcz by się mnie przyczepił, listki zaplątały we włosy, buty pobrudziły, zgubiłabym się. Po za tym to takie nudne! Idziesz i co? I ewentualnie natkniesz się na dzika - też mi atrakcja...
Jadę na wakacje nad morze i najbardziej interesują mnie knajpy, jedzenie, wesołe miasteczka, jazdy na dmuchanych bananach, karuzelach, kluby i kupowanie pamiątek, które w efekcie i tak wyrzucę przy którymś tam sprzątaniu.
Człowiek stał się tak rządny wrażeń, emocji, wiecznego gonienia nie wiadomo za czym, że nie umie cieszyć się teraźniejszością. Nie dostrzega jej. Ciągle gna przed siebie, w przyszłość, czeka co przyniesie kolejny dzień, godzina minuta. I zapomina, że kiedyś nie będzie już dnia następnego. Że kiedyś będzie za późno na radość z codzienności...

_________________________________________________________________________________

Bandamkowy wzór to zdecydowanie mój ulubiony w tym sezonie. W ten deseń mam już spodnie, dwie koszulki, sukienkę i 3 chusty. Poluję teraz na kurtkę i spódnicę. To takie typowe dla mnie - jak się uprę na jedną rzecz, to nie ma zmiłuj. Będę ją katować aż do porzygu! Miałam już tak z litami (teraz się zastanawiam jak ja mogłam je nosić?! Zostało mi w szafie 8 par w najróżniejszych wariacjach kolorystycznych i nie mam pojęcia, co mam z nimi zrobić...), rurkami z wysokim stanem (lubię, ale w gruncie rzeczy są dość niewygodne), marynarkami (to akurat bardzo uniwersalna rzecz, więc się przydaje) i szpilami w szpic (the same story). Co do wzorów to szalałam już na punkcie galaxy (serio?! musiałam wyglądać jak przygłup), paskami (tę fascynację rozumiem), panterką (nie jestem dumna, ale wciąż mam do niej słabość), comics printem (batmany, supermeny, komiksowe dymki i kreskówkowe blond lalunie z dużymi ustami...) i motywem krzyża (krzyż wszędzie! na cyckach, na tyłku, we włosach na szyi! istna profanacja...). A teraz czas na bandamki. Ciekawe co będzie następne?

T-shirt i bandamka - New Yorker dział męski
Ramoneska - www.laredoute.pl
Szminka (moja ulubiona!) - Inglot matte no 422
Buty - Alicia Keys dla Reeboka o tu: http://bit.ly/confassion
Paznokcie - www.lapremiere.pl

Zdjęcia - AMeyka