2014/09/27

Divine... || red total look: tiulowa spódnica, oversizowy płaszcz


Jestem domatorem. Domatorką? Nie lubię rozdzielania niektórych rzeczowników na damskie i męskie. Czemu np. pani posłanka, a nie pani marszałkowa albo pani prezydentowa?
Chyba tylko dlatego, że brzmi w miarę po polsku i jednoznacznie. Przecież pani marszałkowa i prezydentowa,  według zasad języka polskiego, są to żony odpowiednio: marszałka i prezydenta. Tak samo pani doktorowa. Pani doktorowa może być z wykształcenia inżynierem, a doktorową czyni ją zamążpójście za doktora. Doktora nie lekarza! Czemu do zwykłego lekarza mówimy panie doktorze, skoro do doktora mu hen daleko? Albo do nauczyciela w liceum panie profesorze? No błagam, do zwykłego magistra, który z niewyjaśnionych przyczyn postanowił uczyć bandę rozwydrzonych bachorów mam mówić panie profesorze? 
Właśnie, jak tak teraz patrzę na to z perspektywy czasu, to nie dziwię się, że nauczyciele nie budzą respektu. Uczy taki zupełnie nieprzydatnych rzeczy, z nudów, frustracji i pies wie czego jeszcze uważa się za najważniejszego, alfę i omegę, nęka psychicznie biednego ucznia, żeby się krzyżówek genetycznych uczył. I to nie po to, by go do dorosłego życia przygotować, czy wysilić jego komórki mózgowe, ale zwyczajnie, żeby pokazać wyższość i się wyżyć. 
Wracając do niesłusznych tytułów - czy naprawdę to, jaki zawód wykonujemy, nas określa? Jak dla mnie zawód to zawód. Coś, co pozwala zarabiać na życie, ale nim nie jest. Nawet jeśli jest pasja do danego zawodu, to nie możemy przecież określać się przez jego pryzmat. Są momenty, gdy bywam również blogerką, ale tak naprawdę zawsze i o każdej porze jestem po prostu Wiktorią, osobą, zlepkiem wad i zalet, cech charakteru i kodu genetycznego. Soba. Nie wykonywanym zawodem, czy wykształceniem. 

Jeny, w ogóle to zboczyłam z tematu! Miałam pisać o swoim domatorstwie i marzeniach z nim związanych, a skończyłam na szyderczej analizie zawiłości języka polskiego i ludzkiej mentalności. 
Dobra, o moich domatorskich marzeniach opowiem Wam w poniedziałek. 

________________________________________________________________________________


Białe i czarne total looki są na porządku dziennym. Czerwone widuje się rzadziej. Może dlatego, że czerwony to tak naprawdę trudny kolor. Ja długi czas bardzo, bardzo go nie lubiłam, ale tej zimy i jesieni będzie to mój kolor przewodni.
Ach właśnie! Mój nowiutki, a już ulubiony czerwony element garderoby - tiulowa spódnica! Ja mam jakieś zamiłowanie do tiulowych spódnic, miałam już w swojej szafie kilka, ale nie były tymi idealnymi. A ta jest! Aż dziwne, że za taką cenę dostałam tak dobrą gatunkowo tiulówkę. Ma dużo tiulu, nie jest "oszukana" (wcześniej kupowałam i były 2 warstwy tiulu, a potem od razu podszewka),  i ma idealny odcień czerwieni. Ogólnie sklep http://www.kartes-moda.pl/ , w którym ją znalazłam jest bardzo pozytywny pod względem jakości i cen. Za niewielkie pieniądze można dostać jakościowe sukienki, spódnice, bluzki, o uniwersalnych krojach. Zarówno casual, jak i glamour. Zresztą same zobaczcie: www.kartes-moda.pl


A jeszcze napiszcie mi w komentarzach co sądzicie o takich total red lookach? Niektórzy uważają je za kiczowate. Czy czerwień niemalże od stóp do głów jest dobrze widziana na co dzień? A może nie jest nawet na większe okazje? 

Spódnica: www.kartes-moda.pl
Koszula - Reserved
Buty - Noevision
Płaszcz - nie pamiętam
Torebka - Love Moschino

Zdjęcia - AMeyka <3

*post powstał przy współpracy z www.kartes-moda.pl