2014/09/10

"Nie bądź klonem" odc.5 - pochwała bylejakości, czyli 7 najgorszych podróbek na blogach (i nie tylko)



Modowe obiekty pożądania. Niektóre przychodzą i odchodzą, będąc chwilowym szałem, inne zostają na dłużej, zyskując miano kultowych. Obiekt pożądania musi jednak spełniać kilka kryteriów. Nic nie zostanie nim ot tak. Przede wszystkim obiekt MUSI być markowy. Poprzez markę rozumiemy firmę brandowaną sławnym nazwiskiem, wieloletnią tradycją, jakością wykonania i oczywiście odpowiednio wysoką ceną. Kilka stówek wystarczy, ale niektóre przedmioty westchnień kosztują nawet kilkanaście tysięcy! Kogo na to stać? Niewielu. A kto chce choć przez chwilę polansować się z "TĄ RZECZĄ"? Zdecydowana większość. Zwłaszcza fashionistek.
Tylko co zrobić, gdy funduszy brak? Jak być "IT Girl" bez choćby jednego obiektu pożądania? Trzeba rozwiązać ten problem i najczęściej rozwiązaniem jest... podróbka. Wygląda niemalże identycznie (no dobra, tak na serio, to zazwyczaj widać różnicę z kilometra)i do tego jest tania jak barszcz. Czego chcieć więcej?!
W dzisiejszym zestawieniu chciałam Wam przedstawić 9 najpowszechniejszych i zarazem najgorszych podróbek widocznych na blogach oraz ulicach. W niektórych przypadkach pokazać Wam, że jednak warto zapłacić więcej, bo płaci się nie tylko za metkę, ale za jakość, w innych, że podróbka nie nada Wam klasy, a jedynie przyniesie wstydu.

Oczywiście ( z góry zaznaczam ) ja też mam podróbkowe błędy na koncie. Niektóre wynikły z niewiedzy i nieznajomości przemysłu modowego (wydaje mi się, że to jest najczęstszy powód kupowania podróbek) inne z chęci zaoszczędzenia (kiedyś wyznawałam zasadę, że nie liczy się jakość, lecz ilość; na szczęście z wiekiem mi minęło). Ale gdy dorosłam i w końcu zdecydowałam się na "prawdziwka", to zauważyłam różnicę i zrozumiałam, że w większości przypadków płaci się nie tylko za metkę ale i komfort noszenia.

Oficjalnie zaczynamy przegląd TOP 7 najgorszych podróbek!

1. Buty Emu


Dla niektórych nawet te oryginalne to uosobienie (uprzedmiotowienie w tym wypadku) kiczu i tandety. Zgadzam się, nie są jakoś powalająco piękne, ale według mnie mają swój urok. Ale ja tu nie o walorach estetycznych. Kupuję Emu i uwielbiam je, bo są idealnymi butami na polską zimę. Dlaczego?
1. Są ciepłe. Naprawdę ciepłe. Ciepłe przy -30 stopniach Celsjusza, ciepłe nawet na gołą stopę!
2. Jak wychodząc z domu masz śnieg po pas, a wracając roztop i wiosnę, to też dadzą radę. Nie przemakają (o ile kupicie model Stinger, bo klasyczne też mają zwiększoną odporność na wodę, ale roztopów po kolana nie zniosą).
3. W razie zmiany pogody na cieplejszą, noga Ci się nie spoci dzięki specjalnej technologii, która grzeje w zimę, chłodzi latem (nie przesadzałabym z tym chłodzeniem, ale noga się nie poci).
Do tego są milusie, zrobione ze skóry i wełny Merynosów, wytrzymałe na warunki atmosferyczne, spokojnie można je prać i służą kilka lat. I o dziwo naprawdę pasują do wielu rzeczy!
A kopie? Kopia no cóż - szybko się deformuje, a nawet i nogę może zdeformować, nie jest zrobiona z mięciutkiej i oddychającej wełny merynosów, a z waty i bóg wie czego i zdecydowanie nie jest nieprzemakalna. Wygląda o niebo gorzej, a noga poci się niemiłosiernie. NIE WARTO!




2. Torebki Louis Vuitton


Na zdjęciu skrajny przypadek. Ale podróby LV są doprowadzone niemalże do perfekcji i przeglądając zdjęcia w Google w życiu nie umiałabym stwierdzić które to oryginał, a które podróba. Na pewno są znawcy, którzy rozpoznają to na pierwszy rzut oka, ale dla zwykłego śmiertelnika może być to nie lada wyzwanie. We Włoszech miałam nawet zabawę pt. "rozpoznaj podróbę LV" - co 2 kobieta wędrowała dumnie z torbą LV i po reszcie jej stroju dochodziliśmy z Arkiem do tego, czy ma oryginał, czy kopię. Jakieś 8/10 to według nas, "eskpertów" były kopiami.
Oryginalna torba LV to klasyk, który przetrwa lata i dekady, będzie służył i nigdy nie wyjdzie z mody. Podróba.. no cóż. Nie przetrwa za długo to po pierwsze, po drugie uważam, że jak czerpać radość z posiadania LV, to tylko z prawdziwego. Może inni nie będą wiedzieli, że masz replikę, ale czy Tobie nie będzie źle z tą świadomością?

3. Lita Jeffrey Cambell


Ależ był szał na te buty! Sama miałam 8 par (oczywiście podrób - nie pytajcie, nie będę się tłumaczyć, bo sama nie wiem, co miałam w głowie). Każda fashionistka po prostu musiała je mieć, a te, które nie podzielały jej zachwytów, były co najmniej nienormalne. Podstawowe różnice? Widać gołym okiem. Design niby taki sam, ale zupełnie inny. Wygoda? J. C. robi buty, które mają 15 cm wysokości, a można w nich skakać na trampolinie i biegać po deptaku ze względu na wygodę i stabilność. Repliki - ani to wygodne ani stabilne. Ile ja razy sobie nogę wykręciłam!


4. Okulary Wayfarer Ray-Ban

Klasyki noszone przez największych filmowych amantów. Nie chodzi tylko o markę, ale i kształt. model Wayfarer, to jeden z napopularniejszych modeli okularów przeciwsłonecznych. Utarło się jednak, że jeśli Wayfarer, to tylko by Ray-Ban. A co ja na to? W tym wypadku uważam, że to nie jest typowa replika, że to tak, jakby twierdzić, że ktoś od kogoś ściągnął, bo zrobił bluzkę na długi rękaw. Jedyne co jest dla mnie ważne, to, by okulary były dobre jakościowo i naprawdę chroniły oczy. Filtry, polaryzacja, te sprawy. 

5. Gumowe baleriny Melissa

Po pierwsze: oryginały nie są gumowe, tylko kauczukowe, a to robi różnicę. Po drugie, w podróbach nie da się chodzić, choćby nie wiem co. W oryginałach jak w kapciach. I do tego są nietuzinkowe, przykuwają wzrok, bardzo fajna alternatywa dla zwykłych balerin.

6. Torebka Chanel 2.55


Powód dla którego 3/4 ludzi nie znosi Jessy Mercedes. Ja również za nią nie przepadam, ale to ze względu na okropny charakter i wadę wymowy, która po prostu nie pozwala jej słuchać. Na Chanelkę zapracowała. I bardzo dobrze, cieszę się jej szczęściem. Ale niewiele osób torbę Chanel posiadać może, przez jej zawrotną cenę - ok. 12 tys zł! Dla chcącego nic trudnego, podróbę kupimy na byle bazarze za 50 Euro. Albo w jakimś deezee za 120 zł, cytuję: "torebka a'la chanelka". Chyba deezee ma akurat inny model, ale czy to ważne? Ważne, że z odległości 5 km wygląda jak Chanel. I już jesteś feszyn.


7. Pasek MOSCHINO


Ile ja się naszukałam zdjęcia oryginału! To świadczy o skali podróbkowej działalności. Pasek Moschino kosztuje ok. 1000 zł, niby nie tak dużo, ale jednak nie jest to normalna cena. Obiektem pożądania jest już baaaardzo długo, więc prędzej czy później niemalże każda fashionistka się na niego skusi. Ok, fajnie, jest piękny, też się na niego czaję. Ale na NIEGO, nie na podróbę z chińskich sklepów, które blogerki dostają w barterze. "Mam na sobie pasek Moschino, Ach, no tak, zapomniałabym wspomnieć - pasek Moschino z Sheinside..." Litości. Jest tyle innych, ładnych i porządnych pasków, które za 100 zł można mieć. Po co ta podróba?

Przykładów oczywiście jest dużo, dużo więcej. Okulary Prady, podrabiane adidasy, nike, pumy, Lacoste (krokodyla zamienić na żółwia - nikt się nie zorientuje!), torebki (repliki) wszystkich właściwie marek, są dostępne na każdej włoskiej ulicy za 50 euro. Nawet taka Zara "inspiruje się" projektami wielkich domów mody. Dobrze, że zawsze zmieni jakiś element i branduje się swoją nazwą. 

A Wy macie jakąś replikę w szafie? Uważacie to za coś złego? Jakie jeszcze typy dodałybyście do mojej listy? Piszcie! Chętnie z Wami podyskutuję.