2014/09/10

"Nie bądź klonem" odc.5 - pochwała bylejakości, czyli 7 najgorszych podróbek na blogach (i nie tylko)



Modowe obiekty pożądania. Niektóre przychodzą i odchodzą, będąc chwilowym szałem, inne zostają na dłużej, zyskując miano kultowych. Obiekt pożądania musi jednak spełniać kilka kryteriów. Nic nie zostanie nim ot tak. Przede wszystkim obiekt MUSI być markowy. Poprzez markę rozumiemy firmę brandowaną sławnym nazwiskiem, wieloletnią tradycją, jakością wykonania i oczywiście odpowiednio wysoką ceną. Kilka stówek wystarczy, ale niektóre przedmioty westchnień kosztują nawet kilkanaście tysięcy! Kogo na to stać? Niewielu. A kto chce choć przez chwilę polansować się z "TĄ RZECZĄ"? Zdecydowana większość. Zwłaszcza fashionistek.
Tylko co zrobić, gdy funduszy brak? Jak być "IT Girl" bez choćby jednego obiektu pożądania? Trzeba rozwiązać ten problem i najczęściej rozwiązaniem jest... podróbka. Wygląda niemalże identycznie (no dobra, tak na serio, to zazwyczaj widać różnicę z kilometra)i do tego jest tania jak barszcz. Czego chcieć więcej?!
W dzisiejszym zestawieniu chciałam Wam przedstawić 9 najpowszechniejszych i zarazem najgorszych podróbek widocznych na blogach oraz ulicach. W niektórych przypadkach pokazać Wam, że jednak warto zapłacić więcej, bo płaci się nie tylko za metkę, ale za jakość, w innych, że podróbka nie nada Wam klasy, a jedynie przyniesie wstydu.

Oczywiście ( z góry zaznaczam ) ja też mam podróbkowe błędy na koncie. Niektóre wynikły z niewiedzy i nieznajomości przemysłu modowego (wydaje mi się, że to jest najczęstszy powód kupowania podróbek) inne z chęci zaoszczędzenia (kiedyś wyznawałam zasadę, że nie liczy się jakość, lecz ilość; na szczęście z wiekiem mi minęło). Ale gdy dorosłam i w końcu zdecydowałam się na "prawdziwka", to zauważyłam różnicę i zrozumiałam, że w większości przypadków płaci się nie tylko za metkę ale i komfort noszenia.

Oficjalnie zaczynamy przegląd TOP 7 najgorszych podróbek!

1. Buty Emu


Dla niektórych nawet te oryginalne to uosobienie (uprzedmiotowienie w tym wypadku) kiczu i tandety. Zgadzam się, nie są jakoś powalająco piękne, ale według mnie mają swój urok. Ale ja tu nie o walorach estetycznych. Kupuję Emu i uwielbiam je, bo są idealnymi butami na polską zimę. Dlaczego?
1. Są ciepłe. Naprawdę ciepłe. Ciepłe przy -30 stopniach Celsjusza, ciepłe nawet na gołą stopę!
2. Jak wychodząc z domu masz śnieg po pas, a wracając roztop i wiosnę, to też dadzą radę. Nie przemakają (o ile kupicie model Stinger, bo klasyczne też mają zwiększoną odporność na wodę, ale roztopów po kolana nie zniosą).
3. W razie zmiany pogody na cieplejszą, noga Ci się nie spoci dzięki specjalnej technologii, która grzeje w zimę, chłodzi latem (nie przesadzałabym z tym chłodzeniem, ale noga się nie poci).
Do tego są milusie, zrobione ze skóry i wełny Merynosów, wytrzymałe na warunki atmosferyczne, spokojnie można je prać i służą kilka lat. I o dziwo naprawdę pasują do wielu rzeczy!
A kopie? Kopia no cóż - szybko się deformuje, a nawet i nogę może zdeformować, nie jest zrobiona z mięciutkiej i oddychającej wełny merynosów, a z waty i bóg wie czego i zdecydowanie nie jest nieprzemakalna. Wygląda o niebo gorzej, a noga poci się niemiłosiernie. NIE WARTO!




2. Torebki Louis Vuitton


Na zdjęciu skrajny przypadek. Ale podróby LV są doprowadzone niemalże do perfekcji i przeglądając zdjęcia w Google w życiu nie umiałabym stwierdzić które to oryginał, a które podróba. Na pewno są znawcy, którzy rozpoznają to na pierwszy rzut oka, ale dla zwykłego śmiertelnika może być to nie lada wyzwanie. We Włoszech miałam nawet zabawę pt. "rozpoznaj podróbę LV" - co 2 kobieta wędrowała dumnie z torbą LV i po reszcie jej stroju dochodziliśmy z Arkiem do tego, czy ma oryginał, czy kopię. Jakieś 8/10 to według nas, "eskpertów" były kopiami.
Oryginalna torba LV to klasyk, który przetrwa lata i dekady, będzie służył i nigdy nie wyjdzie z mody. Podróba.. no cóż. Nie przetrwa za długo to po pierwsze, po drugie uważam, że jak czerpać radość z posiadania LV, to tylko z prawdziwego. Może inni nie będą wiedzieli, że masz replikę, ale czy Tobie nie będzie źle z tą świadomością?

3. Lita Jeffrey Cambell


Ależ był szał na te buty! Sama miałam 8 par (oczywiście podrób - nie pytajcie, nie będę się tłumaczyć, bo sama nie wiem, co miałam w głowie). Każda fashionistka po prostu musiała je mieć, a te, które nie podzielały jej zachwytów, były co najmniej nienormalne. Podstawowe różnice? Widać gołym okiem. Design niby taki sam, ale zupełnie inny. Wygoda? J. C. robi buty, które mają 15 cm wysokości, a można w nich skakać na trampolinie i biegać po deptaku ze względu na wygodę i stabilność. Repliki - ani to wygodne ani stabilne. Ile ja razy sobie nogę wykręciłam!


4. Okulary Wayfarer Ray-Ban

Klasyki noszone przez największych filmowych amantów. Nie chodzi tylko o markę, ale i kształt. model Wayfarer, to jeden z napopularniejszych modeli okularów przeciwsłonecznych. Utarło się jednak, że jeśli Wayfarer, to tylko by Ray-Ban. A co ja na to? W tym wypadku uważam, że to nie jest typowa replika, że to tak, jakby twierdzić, że ktoś od kogoś ściągnął, bo zrobił bluzkę na długi rękaw. Jedyne co jest dla mnie ważne, to, by okulary były dobre jakościowo i naprawdę chroniły oczy. Filtry, polaryzacja, te sprawy. 

5. Gumowe baleriny Melissa

Po pierwsze: oryginały nie są gumowe, tylko kauczukowe, a to robi różnicę. Po drugie, w podróbach nie da się chodzić, choćby nie wiem co. W oryginałach jak w kapciach. I do tego są nietuzinkowe, przykuwają wzrok, bardzo fajna alternatywa dla zwykłych balerin.

6. Torebka Chanel 2.55


Powód dla którego 3/4 ludzi nie znosi Jessy Mercedes. Ja również za nią nie przepadam, ale to ze względu na okropny charakter i wadę wymowy, która po prostu nie pozwala jej słuchać. Na Chanelkę zapracowała. I bardzo dobrze, cieszę się jej szczęściem. Ale niewiele osób torbę Chanel posiadać może, przez jej zawrotną cenę - ok. 12 tys zł! Dla chcącego nic trudnego, podróbę kupimy na byle bazarze za 50 Euro. Albo w jakimś deezee za 120 zł, cytuję: "torebka a'la chanelka". Chyba deezee ma akurat inny model, ale czy to ważne? Ważne, że z odległości 5 km wygląda jak Chanel. I już jesteś feszyn.


7. Pasek MOSCHINO


Ile ja się naszukałam zdjęcia oryginału! To świadczy o skali podróbkowej działalności. Pasek Moschino kosztuje ok. 1000 zł, niby nie tak dużo, ale jednak nie jest to normalna cena. Obiektem pożądania jest już baaaardzo długo, więc prędzej czy później niemalże każda fashionistka się na niego skusi. Ok, fajnie, jest piękny, też się na niego czaję. Ale na NIEGO, nie na podróbę z chińskich sklepów, które blogerki dostają w barterze. "Mam na sobie pasek Moschino, Ach, no tak, zapomniałabym wspomnieć - pasek Moschino z Sheinside..." Litości. Jest tyle innych, ładnych i porządnych pasków, które za 100 zł można mieć. Po co ta podróba?

Przykładów oczywiście jest dużo, dużo więcej. Okulary Prady, podrabiane adidasy, nike, pumy, Lacoste (krokodyla zamienić na żółwia - nikt się nie zorientuje!), torebki (repliki) wszystkich właściwie marek, są dostępne na każdej włoskiej ulicy za 50 euro. Nawet taka Zara "inspiruje się" projektami wielkich domów mody. Dobrze, że zawsze zmieni jakiś element i branduje się swoją nazwą. 

A Wy macie jakąś replikę w szafie? Uważacie to za coś złego? Jakie jeszcze typy dodałybyście do mojej listy? Piszcie! Chętnie z Wami podyskutuję.






32 komentarze:

  1. W przypadku modelu Lita JC różnica między oryginałem a podróbką jest naprawdę wielka. W swoje oryginalne zainwestowałam, niemałą przecież kasę, (pamiętam do dziś jak stresował mnie ich zakup, bo nigdy nie kupiłam butów tak drogich). Było to chyba 3 lata temu, wchodzę w nie jak w kapcie - i tak naprawdę można w tych butach bez problemu biegać, skakać i tańczyć. Są bardzo stabilne, skóra idealnie układa się do stopy. Przez 3 lata nic się z nimi nie stało. I kupiłam też jedne podróbki, wyszłam w nich raz. Noga lata, są niewygodne...i w dodatku w podróbkach jest zamek z boku, który moim zdaniem odbiera urok tym butom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam dwie pary adidasów od JC i ich jakość jest wręcz fenomenalna, Lity jak dla mnie są wciąż za wysokie :P

      Usuń
  2. Ja mam jedną parę Ugg Bootsów i je kocham, są wspaniałe :) Nie żałuję zakupu, w tym roku kupię sobie beżowe emu i nie sądzę, że są tandetne, mega wygodne i cieplutkie :) Ja ugg bootsy kupiłam skórzane, a nie zamszowe przez co chodziłam w nich po deszczu i nic się nie działo (śniegu w UK nie uraczyłam :P). Ale jak widzę te powyginane na boki podróbki to śmiać mi się chce, powinny iść do kosza od razu jak się zaczynają niszczyć, a nie żeby chodzić w nich do oporu aż podeszwa odpadnie :P

    Ja staram się nie kupować podróbek, raz niechcący zamówiłam zegarek z Aliexpress, ale nie miałam pojęcia, że to podróbka, bo nie miał żadnego logo. Po prostu był sobie czarny i taki elegancki, a jak przyszedł to logo Calvina Kleina :P nie byłam ucieszona, nie spodobało mi się to.

    Oryginalne rzeczy można dostać w TK Maxx w na prawdę dobrych cenach, po co się upokarzać i nosić tanie kopie, które wyglądają tragicznie??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się! Zimy bez Emu przetrwać się nie da, a w TK Maxx mają przezajebiste ceny! Ostatnio była marynarka Karla Lagerfelda za 3 stówki! Była przeboska, ale zostały już same anorektyczne rozmiary :(

      Usuń
    2. Ja tez zainwestowalam w moje Ugg. I sa mega. Przetrwaly niejedna zime :-)

      Usuń
    3. Ja mam świetny płaszcz od Korsa z zeszłego roku, nigdy nie miałam tak dobrego płaszcza, angielski deszcz mu nie straszny, a do tego fajnie grzeje. Do tego buty Jeffrey Campbell, bielizna Calvina Kleina :) No po prostu kocham TK Maxx :)

      Usuń
    4. A marynarki od Karla jakieś widziałam, piękne z frędzelkami, niestety same XS ;) była też torebka, ale kolor taki do niczego nie podobny :P

      Usuń
  3. Panicznie nie znoszę podróbek, mam uczulenie! WYznaję zasadę, że lepsza oryginalna Zara niż podróbka Moschino na przykład. Torebek LV nie lubię własnie dlatego, że oglądane 90% na ludziach to podróbki. NIenormalna jestem, lity mnie nie zachwycały nigdy! A pasek Moschino mam, oryginalny, skórzany, logowany Redwall'em :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie też mnie rażą. Zwłaszcza, że jeżeli kupuję coś oryginalnego, to dla SIEBIE, nie dla kogoś. Nie chcę innym świecić po oczach oryginałami, ale czasem lubię sobie dla mojego samopoczucia kupić jakąś perełkę. A ludzie kupujący podróbki kupują je właśnie tylko i wyłącznie dla lansu. Bo nikt mi nie wmówi, że można czerpać radość z repliki LV albo Chanel...

      Usuń
  4. mam małą, pikowaną torebkę i też jest na łańcuszku - kupiłam ją kilka lat temu, bo była mi potrzebna mała torebka, średnio orientowałam się wówczas, że wygląda bardzo podobnie do tej chanelowskiej.i że ktoś kto ją zrobił chciał, by "imitowała" oryginał.
    wiedziałam, że każda pikowana torebka nazywana jest chanelką i sama tak na nią mówiłam, jak próbowałam ją jakoś opisać.ale że tych pikowań było pełno wtedy w każdej sieciówce i na każdej ulicy, to nie zastanawiałam się, czy wybrany przeze mnie model jest czymś, co można nazwać kopią, czy nie.
    jak już się dowiedziałam, że pewnie ktoś chciał, by oryginał udawała, to jakoś było mi obojętne, co ktoś sobie pomyśli, gdy mnie z nią zobaczy - no wiesz, w sensie, że skoro nie ma na niej żadnego podrabianego loga a ja nie wmawiam ludziom, że to Chanel, to nie widzę jakoś problemu.
    podobnie mam ogólnie z każdą torbą - jeśli podoba mi się wzornictwo, to kupię tę która mi się podoba.
    jeśli zobaczę jakiegoś fajnego noł nejma i uznam, że muszę go mieć, to nie przekopuję internetów żeby sprawdzić czy czasem ktoś kto ją wyprodukował nie inspirował się markowym modelem którymś.
    "normalny" człowiek nie ma na to czasu. domów mody i marek jest tak wiele, że można by było zwariować, gdyby się chciało to za każdym razem sprawdzać.

    celowe kupowanie podróby i wmawianie innym, że kupiło się oryginał, to dla mnie coś zupełnie innego - naginanie rzeczywistości.
    chociaż - jestem w stanie zrozumieć, że niektórzy mogą nie wiedzieć nawet o tym, że ich torebka/sweter/but nie są oryginalne. zobacz, swetry Hilfigera i koszule Laurena są podrabiane masowo i sprzedawane potem na Allegro jako produkty okazyjne, powiedzmy po 200 złotych. To, że oryginalna koszula Laurena kosztuje więcej może być dla kogoś wiedzą tajemną - wszak 200 złotych za koszulę to dla przeciętnej Polki i tak jest dużo.
    Jak ktoś się na tym zna, to popatrzy na logo, na metkę, sprawdzi w necie jak odrożnić podróbę od oryginału, dostanie szału, zgłosi sprzedawcę na Allegro i policję.
    Ale mało kto ma na to czas i ochotę.
    Więc myśli, że nosi oryginał.

    Rynek podrób sprzedawanych jako oryginały wypadałoby kontrolować, bo tak po prawdzie to sprzedawców wypadałoby karać i piętnować, nie noszących.
    chociaż - z drugiej strony - niewiedza nie powinna być usprawiedliwieniem.


    trudny temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do pierwszej części o pikowanej torebce. Dużo innych domów mody robi torebki bardzo przypominające Chanel. Np Love Moschino ma pikowaną, wyglądająca bardzo podobnie do 2.55 . Ale rózni się detalami, różni się wielkością, obrandowaniem, widać, że to Moschino, a nie Chanel. I jest to dla mnie ok. Nie przeszkadza mi. Tak samo nie przeszkadza mi pikowany no name, który przypomina Chanel, ale nie jest repliką i nie miał nią nigdy być. Jest inspirowany. Jeśli komuś się to podoba i chce to nosić to proszę bardzo. Nie jest to w moim mniemaniu nic złego.

      A co do jawnego kupowania replik i wmawiania, że oryginał - to jak dla mnie jest już niedopuszczalne. To okradanie projektanta z pomysłu.. I chęć bycia "cool" na siłę.

      Chcę zaznaczyć jeszcze, że ja nie uważam, żeby oryginalne ciuchy, czy dodatki czyniły ludzi bardziej stylowymi. Można ubrać się w podrzędnej sieciówce i wyglądać naprawdę dobrze - wszystko zależy od gustu. A można obwiesić się od góry do dołu Chanel i złotem i wyglądać okropnie.

      Ostatnio nawet przykład Jessy Mercedes. Jest na Fashion Weeku i dobrała torebkę Celine do sukienki jakiegoś polskiego projektanta, która zmasakrowała jej figurę. Strój za tysiące złotych, efekt bardzo marny. A wiele polskich blogerek ubiera się w Zarze, Mango i wyglądają naprawdę stylowo i dobrze.

      Usuń
    2. pracowałam całe wakacje w butiku z ubraniami młodych polskich projektantek - jak mam być szczera to w większości szytych przez nie ciuchów komukolwiek byłoby trudno wyglądać dobrze ;P
      niby to ładne, fajne, inne, oryginalne, ale takie mało z gustem, smakiem, z pomyślunkiem o tym jak się to będzie układało zrobione.
      nie chcę mówić, że wszystkie te ciuchy takie były, ale zdecydowana większość - niestety.

      cena - no, nie tysiące, ale taka, że gdyby zrezygnować z zakupu jednego choćby z tych ciuchów, to kupiłoby się za to kilka fajnych i nieźle leżących z sieciówki właśnie ;)

      Usuń
  5. Każdy nosi co lubi..... i na co go stać.
    Wydać 1000 pln na pasek??????? Matko, niektórzy na miesiąc tyle nie zarabiają.......

    Mnie nie kręcą w ogóle produkty tego typu, nie czuję się gorsza, że ich nie mam.
    A buty loook like EMU mam. Nie nazywam ich EMU, nie chwalę jakości, za chwilę pewnie wyrzucę (pewnie z korzyścią dla szafy i stóp). I tak naprawdę chyba nikomu nie szkodzę, bo jak rozumiem to nie fason buta jest zastrzeżony, a sposób jego wykonania.

    Mnie bardziej boli, że ludzie nie wiedzą, co jedzą niż co noszą........

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z prawidłowym jedzeniem problem jest taki, że trzeba mieć naprawdę dużo czasu. Odżywiam się śmieciowo, bo po prostu nie mam kiedy normalnie gotować, a w pobliżu mojej pracy nie ma żadnej restauracji ze zdrową żywnością. Są co prawda te wszystkie fresh foody, które dowożą dania na cały dzień, ale jak dla mnie to smaku nie ma i zdecydowanie się tym nie najem, a cena nieadekwatna do zawartości.
      Lubię jeść te wszystkie "niezdrowe" rzeczy. Burgery, pizza, sushi (to chyba akurat zdrowe), chińszczyzna, kebab, słodycze wszelkiej maści. Może umrę przez to kilka lat wcześniej, ale co to za życie, jeśli długie, ale pełne wyrzeczeń?
      To samo tyczy się paska za 1000 zł. Jeśli mam na niego ochotę i mogę sobie na niego pozwolić, to czemu nie? Żyje się raz i trzeba korzystać z tego życia, spełniać swoje zachcianki, nawet te najbardziej absurdalne. Dopóki nie krzywdzimy drugiego człowieka, to róbmy co chcemy.

      Usuń
    2. Otóż to - skoro Ty możesz zaszaleć z paskiem za 1000, to pozwól innym nie szaleć z paskiem za 5 zł bez oceniania ich...:D
      Nie napisałam wcale, że nie powinno się jeść jedzenia śmieciowego (choć w sumie tak uważam), tylko, że ludzie nie wiedzą co jedzą, a to różnica. A z ciekawostek - dzięki dietetyczce dowiedziałam się jak jeść zdrowo/praktycznie i nie tracić na to masę czasu i pieniędzy. Zapytała mnie czy chcę jeść różnorodnie czy prosto, wybrałam opcję 2 i sobie chwalę, bez popadania w fanatyzm żywieniowy, wielogodzinne stanie w kuchni (czego szczerze nie znoszę) czy korzystanie z firm dowożących posiłki.
      Szczerze zazdroszczę, że bez szwanku dla figury możesz zajadać "słodycze wszelkiej maści", bo za tym akurat przepadam aż nadmiernie :D

      Usuń
  6. Kochana swietny wpis:) ja podrobek nie mam i nie mam zamiaru miec, dlaczego? lubie miec cos czego nie ma ktos inny ale nie w kolosalnych ilosciach i nie bede robila szpanu podrobkami;p

    pozdr

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam Cię :D Uwielbiam Twoje podejście i rewelacyjne pisanie postów ;) A jeśli chodzi o podróbki to też za nimi nie przepadam, nie stać mnie to nie mam :D A jak bardzo będzie mi na czymś zależeć to pozostaje tylko dzielnie odkładać pieniążki :D

    OdpowiedzUsuń
  8. oo bardzo ciekawy post i prawdziwy :)
    ja myślę, ze lepiej kupić tańszą, zwykłą rzecz niż podróbkę oryginału :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo fajny post dla tych co sie lubują w oryginałach, mają porównanie, jednak zgodzę się z dziewczyną z jednego z powyższych komentarzy iż nie każdego stać na takie rzeczy, i może czują się gorsi ale nie powinni, normalny człowiek jak zobaczy u kogoś podróbkę, nie zacznie się śmiać i głupio komentować tylko przemilczy i pomyśli, że może tego kogoś nie stać. Ale post uważam za bardzo interesujący. Aż muszę zerknąć do swojej szafy czy przypadkiem nie mam podróbki, bo szczerze mówiąc nie zwracałam na to do tej pory uwagi. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie nie pisałam tego posta z myślą o "normalnych" ludziach, tylko bardziej tych, zainteresowanych modą. I zdecydowanie nikt nie powinien czuć się gorszy, że go na coś nie stać! nie to chciałam przekazać! Jedynie to, że skoro kogoś nie stać, to lepiej zainwestować w rzecz z sieciówki czy nn, bo na pewno można znaleźć coś fajniejszego i dużo lepszego jakościowo niż podróbka.

      Usuń
  10. Staram się nie kupować podróbek i cenię sobie jednak oryginalne rzeczy, ale podejrzewam, że i mi być może zdarzyły się też jakieś zakupy rzeczy bardziej lub mniej wzorowanych na jakimś kultowym produkcie i był to wynik mojej niewiedzy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. ciekawy post :*
    świetne :)
    obserwacja za obserwacje?

    mylife-tasia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Wydaje mi się, że im chętniej podrabiana jest dana marka i im częściej można na ulicach spotkać jej mniej lub bardziej nieudolne kopie tym bardziej traci na tym oryginał. To przykre, ale prawdziwe. Louis Vitton np przez mnogość dostępnych podróbek już sam w sobie budzi we mnie niesmak, kojarzy się z kiczem i tandetą. Takich przypadków jest wiele i naprawdę szkoda mi tych marek bo to trochę tak jakby trawiły je pasożyty i wysysały z nich wszystko co najlepsze. Jednym z rozwiązań stopujących ekspansję tych tzw firm pasożytniczych to nie kupowanie ich produktów... ale do tego trzeba ogromnej pracy u podstaw (w której powinny uczestniczyć również blogerki :) przy zmianie mentalności konsumentów, co jest niemalże utopijne ale w końcu krople poruszają morze :))

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja kupuję raczej to, co mi się podoba i na co mnie stać. Większość z przedstawionych modeli są w tej chwili raczej dla mnie nieosiągalne, ale nie mam z tym problemu, nie mam potrzeby kupowania podróbek jak najbardziej zbliżonych do oryginału, bo nie muszę nikogo udawać, a o to chyba chodzi w takich "zdobyczach"?

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo dobry wpis! Ja aktualnie mierzę raczej w marki , na które mnie stać... Nie powiem ,że nie marzy mi się np. torebeczka od Chanel , choćby przez same zamiłowanie i ogromny szacunek dla twórczyni tej marki :) Może kiedyś sobie na nią uzbieram . Wtedy na pewno zainwestuję w oryginał, nie podróbkę.
    Nie rozumiem w ogóle tego całego podrabiania i jak ludzie mogą czerpać jakąś satysfakcję z noszenia podróbek ? Ja zdecydowanie wolę skromnie niż jakoś sztucznie i na siłę :)
    Bardzo podoba mi się Twój blog!
    Lądujesz w obserwowanych :)
    Pozdrawiam
    http://poprostumeg.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. świetny post! aż miło mi się czytało i chciałam więcej!
    ja mam podróbę EMU, ale masz rację, ze to katastrofa. Moje przeżyły jedynie rok.
    Oczywiście "wayfarery" również miałam ;>
    Podoba mi się tu u ciebie, obserwuję:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kupuje to co mi sie podoba i to na co aktualnie mnie akurat stac. Ale mam tez okresy oszczedzania i wtedy kupuje sobie cos z tzw. Gornej polki. Do dzis pamietam jak.oszczedzalam funty na moje Ray Bany. Nie byly tanie,ale na pewno bylo warto. Obecnie na liscie matzen mam koronkowe buty Jimmy Choo. Cudenka choc ich cena przyprawia o zawal.
    O podrobki niestety latwo i najgorzej jak czlowuek w dobrej wierze kupuje podrobke mahac nadzieje ze kupuje orginal...... Co sie niestety zdarza...

    OdpowiedzUsuń
  17. Szczerze mówiąc nie często decyduje się na tzw. "podróbki". Krytycznie oceniam swoje możliwości finansowe i z wielu dostępnych produktów na rynku próbuję wybierać jedynie to oryginały, na które mogę sobie spokojnie pozwolić- a jak nie kupuję co innego, po prostu :))

    OdpowiedzUsuń
  18. Również jestem anty podrobkowa, moimi wtopami są torebka z deichmanna ktora wygląda PRAWIE jak balenciaga City bag, nosze ją caly czas bo ja lubię, ale zawsze pisze ze to deichmann a nie balenciaga hahaha:);):P moze kiedyś dam rade kupić sobie oryginal, ale podróbkę kupilam nie swiadomie...dopiero po kilku miesiącach zorientowalam sie... Druga "podróbką" to botki zamszowe w stylu isabel marant ktorekupilam pół świadomie, z tymi botkami bylo tak, ze naprawdę masa firm je produkowala jak swój produkt nie jako podróbkę, swoje kupilam na z marki DV by Dolce Vita, ale nie z celem ze będę sie lansować ze mam cos od Marant, po prostu mi sie bardzo podobały, byly ze skóry a nie z jakiegoś skoropodobnego badziewia, ale podobieństwo do oryginalu jest. BARDZO FAJNY WPIS!

    OdpowiedzUsuń
  19. Przyznam szczerze sama czaiłam się kiedyś na podróbkę paska moschino, nosiłam tez dwa lata temu podrabiane buty stylizowane na Emu (rozpadły się po miesiącu) I to chyba na zawsze wyleczyło mnie z kupowania podróbek. Sądzę ,ze lepiej odłożyć i zainwestować w dobrą jakość. Torebki stylizowane na jakiś oryginał są dla mnie do przełknięcia bo ja osobiście często nie wiem czy dany model ma jakiś odpowiednik w świecie wielkiej mody. Jednak tandetne podrabiane znaczki chanel. LV itp to szczyt obciachu :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Pamiętam jak kilka lat temu miałam buty ala emu. Kupiłam czarne, bo mi się podobały ale bez jakiegokolwiek pojęcia, że jest coś takiego jak oryginalne buty EMU. Pamiętam też koszmar związany z ich noszeniem, bo choć były miękkie, to koślawiły mi stopy, a w dodatku podrabiane nie posiadają żadnej wkładki co dla osób mających wysokie podbicie jest mega problemem. Myślę, że zraziłam się do nich od tamtego czasu i dlatego też nigdy już nie kupiłam, nawet jak już dowiedziałam się że są oryginalne EMU, ale podobają mi się, więc może jeszcze kiedyś się skuszę na oryginalne tym razem ;)

    OdpowiedzUsuń

Masz pytanie do posta? Chcesz podzielić się swoją opinią?
Napisz do mnie maila - wiktoria.celmer@confassion.com
Dziękuję!

If you have any question or want to share your opinion please write me an email - wiktoria.celmer@confassion.com
Thank you!