2015/03/29

STREET STYLE: OVERSIZOWE FUTRO W WIOSENNEJ STYLIZACJI, PODARTE JEANSY I BIAŁY T-SHIRT KARLA LAGERFELDA


Och, wiosna to jednak wspaniały czas. Tak bardzo się wszystkim jaram! Jaram się, że od dziś dzień będzie dłuższy, że widziałam w końcu długo oczekiwany horror. Że mam weekend, że zaraz święta, a po nich urlop. Że listki wychodzą na drzewach, słoneczko ogrzewa mi pokój i budzi mnie co rano. Cieszę się jak dziecko z takich głupot jak włoska pizza, gorące czekolady, gofry, zakup całej serii książek (nie przyznam się jakiej, bo mi wstyd; staram się uniknąć psychoanalizy, która mogłaby wykazać, jakie mam zaburzenia, że czytam takie shity). Z kina. I popcornu. Nowego sezonu The Following.


 Przede wszystkim jaram się ludźmi, których kocham i lubię. Arkiem, który ma nowe hobby - gra w PESa przez internet i próbuje przejść do jak najwyższej dywizji. Co jest naprawdę zabawne. Kajką, która utknęła w USA z winy linii lotniczych podczas międzylądowania w drodze do Kolumbii. A teraz pławi się w darmowych luksusach, które mają jej zadośćuczynić opóźnienia w podróży. Rodziną, bo jadę do domu na Wielkanoc i wiem, że pomimo kłótni o to, że robię bałagan, Elmo obsikuje wszystkie meble (zaznacza teren! zero wyrozumiałości dla potrzeby poczucia bezpieczeństwa biednego zwierzaka), śpię, zamiast coś robić, to będzie cudownie. Kevinem Baconem, który zachwyca mnie w The Following.
Ok, nie jaram się pracą. Na to nie ma lekarstwa. Nawet wiosna nie pomoże. ale wierzę, że jeszcze trochę, a będę pracować dla siebie, na moich warunkach. 

Będzie dobrze. Wiosna to nowy początek, energia, życie. Prawdziwe, soczyste życie, a nie jakaś tam marna egzystencja. Ciesze się. I wierzę w powodzenie i wiosenną radość.

_________________________________________________________________________________

Ta, wiosna w pełni, a mi się włączyła faza na futra. Jakbym nie mogła w zimę w nich chodzić! No trudno, na szczęście to nie jest zbyt ciepłe, tylko na takie wygląda. Jak będę miała ochotę, to w pełnym słońcu będę chodzić w futrze, Nawet będę je łączyć z odkrytymi butami. Lubię futra. Sztuczne. Są takie milusie, wprawiają w błogi nastrój. Zauważyliście, że w gruncie rzeczy jest mało futer na ulicach? Jak myślę "futro", to zawsze obok widzę "blog modowy" i "blogerka modowa". Niby oklepane są w tej naszej blogosferze, ale starałam się wybierać takie, żeby było oryginalnie. Po mojemu. Lubię je też, bo są wielofunkcyjne. Np. w kinie, czy podróży, to, które widzicie w tym poście służy mi za kocyk. Często też jest tłem do zdjęć na Insta, gdy akurat nie mam mojego barana podłogowego pod ręką.
Spodobało mi się też przewiązywanie mega długiego kardiganu w pasie. Nadaje nonszalancji całości. Ale muszę zaprzestać noszeniu tak białych kardiganów... Po 12 godzinach w tym stroju (które spędziłam w kawiarniach, restauracjach, na spacerze, w kinie) dół swetra wyglądał jak z kopalni. W weekend mam plan ratowania go. Mam nadzieję, że odplamiacze dadzą radę. 
Właściwie to futro i kardigan robią cały look. Reszta jest sztampowa. Podarte jeansy, biały t-shirt (oczywiście Karla Lagerfelda, jakże by mogło być inaczej... moja obsesja nie zna granic), czółenka na klocku Furla i mała torebka Michaela Korsa.

Futro - H&M Trend
T-shirt - Karl Lagerfeld
Spodnie - SH
Buty - Furla
Kardigan - H&M
Torebka - Michael Kors
Okulary - Valentino
Paznokcie - Salon La Premiere