2015/04/19

NAGA PRAWDA O XII EDYCJI FASHIONPHILOSOPHY FASHION WEEK POLAND



OSTRZEŻENIE: Post szczery do bólu, momentami nawet brutalny, podejrzewam, że znajdą się tacy, którzy poczują się urażeni. Ale nie będzie to nieuzasadniony hejt. Nie będzie to komentarz w stylu "Pani X jest głupia, bo tak". Chcę, żeby niektórzy coś wynieśli z tego posta, żeby otworzyły się oczy na to, czym jesteście każdego dnia bombardowani, czym zaśmieca się Wasze umysły, poczucie estetyki, co jest promowane, a co olewane po całości - mimo, że nie powinno. Dużo czytania, brak obrazków. Ale wierzę, że mam odbiorców na poziomie i zapoznacie się z tekstem. Chociaż na Fashion Week'u spotkałam się też z opinią, że "oglądam tylko obrazki, bo z góry zakładam, że polskie blogerki modowe nie mają nic do powiedzenia". Aha...

Jak wiecie dzięki uprzejmości redakcji naszemiasto.pl, dla której prowadzę własną rubrykę modową oraz piszę felietony, miałam przyjemność  (tak, mimo wszystko to była przyjemność, ale o tym później) uczestniczyć w XII edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland w Łodzi. Jechałam nastawiona na dobrą zabawę, oderwanie się od codzienności, przygodę, ale również na obcowanie z modą w najlepszym wydaniu oraz inspirującymi ludźmi. Część pierwsza sprostała moim oczekiwaniom, z drugą nie było tak kolorowo...
Pardon, kolorowo to jednak idealne określenie. Soczyste kolory wymiocin otaczały mnie każdego dnia i z każdej strony dzięki pewnemu "celebrycie", któremu z nadmiaru pieniędzy i nudy pomieszało się w głowie. Celebrycie, który epatował tandetą, złym smakiem, wręcz obrzydliwością. 
Mam wrażenie, że każdy pokaz mody skupiał się tylko na nim. Dziennikarzy i fotoreporterów przyciągał jak muchy do gówna (ależ mi się udała metafora!) i obchodził ich tylko on. Mogłaby przejść obok nich Anna Wintour, a uwierzcie, że nie zwróciliby na nią uwagi, bo tak byli zajęci kolejną szmatą, którą na siebie nałożył i kolejną ślicznotką, którą sobie przygruchał. Definicja ślicznotki - "dziecię płci męskiej w wieku nastoletnim, które w zamian za promowanie w mediach i inne gratyfikacje gotowe jest być szeroko pojętym towarzystwem dla podstarzałego pana z napchanym portfelem i wpływami". 
Jeśli śledzicie relacje mediów ze światowych Tygodni Mody, to dobrze wiecie, że tam dziennikarstwo ma się zupełnie inaczej. Fotoreporterzy szukają ciekawie, ale stylowo i z klasą, ubranych ludzi, robią im zdjęcia, a potem owe stylizacje są inspiracją dla odbiorców z całego świata. W Internecie znajdziecie setki artykułów pt. "Looki z nowojorskiego/paryskiego/londyńskiego/mediolańskiego Tygodnia Mody" i są one prawdziwą kopalnią twórczości, kreatywności, poczucia estetyki, szacunku do mody poprzez stawianie na jakość, przekaz, dobry smak, ale i fantazję. W Polsce sprawa niestety ma się zupełnie inaczej. Nikogo nie obchodzą ludzie prawdziwie zafascynowani modą, którzy wiele reprezentują swoim strojem. Gdyby pojawiła się tam zupełnie nieznana nikomu twarz w najpiękniejszym kostiumie Chanel - nikogo by to nie obeszło, bo obok był przecież w/w celebryta w tandetnej zbroi, czy gwiazdka "Top Model" w "kreacji", z której ciągną się nitki i była produkowana w Bangladeszu. Kilka fot, dwa słowa do kamery i robota odwalona, szef zadowolony, kasa na konto - wydawałoby się, że wszyscy szczęśliwi, prawda? A co z odbiorcą? Co z czytelnikiem? Czemu nikt nie pomyśli, że może czytelnik oczekuje czegoś więcej po relacji z Tygodnia Mody? 
Chociaż jak przypomnę sobie te wszystkie małolaty i podstarzałe panie, które mało się nie zsikały na widok celebryty od zbroi i robiły sobie z nim zdjęcia, to stwierdzam, że chyba jednak większość odbiorców jest równie tępa jak nadawcy.
A co z samymi pokazami? Ponieważ to dla nich organizowany jest Fashion Week, dla nich w nim uczestniczymy, prawda? Wydawało mi się, że tak, ale teraz wiem, że Fashion Week w Łodzi to podłoże dla lansu, reklam i naprawdę nieliczni zainteresowani są pokazami i tym co projektanci mają do pokazania. Właśnie, projektanci! Na Fashion Week nie ujrzysz topowych polskich projektantów, ponieważ mam wrażenie, że wstydzą się tam wystawiać. Albo twierdzą, że im się nie kalkuluje. Nie dziwię się. W życiu nie zainwestowałabym w wystawienie swojej kolekcji na Fashion Philosophy, ponieważ koszta za nic by się nie zwróciły. 90 % uczestniczących to nie są odbiorcy kolekcji, ani osoby, które mogłyby przekazać info o niej dalej. To są "Very Important People" z przypadku (trochę faktów na temat łódzkich VIP'ów: wiek - 50-65, gabaryty - powyżej 100 kg, ulubiony projektant - Targowisko Tuszyn), którzy wykupili sobie wejściówki lub dostali od znajomych i przyszli z nudów, bo coś się dzieje w ich mieście i wypadałoby zobaczyć. Lepiej zrobić oddzielny pokaz skupiony na konkretnej kolekcji, konkretnej marce, z wyselekcjonowanymi gośćmi, którzy docenią wysiłek, pracę i twórczość projektanta. 
Organizacja również pozostawia dużo do życzenia. Większością zarządzają wolontariusze, którzy są tam również dla lansu i żeby zrobić sobie słit focie z celebrytą III kategorii. Oni kazaliby usiąść Annie Wintour w ostatnim rzędzie, żeby do pierwszego wpuścić Kryśkę z plakietką VIPa. Kryśkę, która po pokazie zrobi sobie fotę z celebrytą od zbroi i będzie pokazywała koleżankom na kółku różańcowym "patrzcie byłam na feszyn łiku!". 
Wpuszczanie na pokazy to niczym promocja na Crocksy w Lidlu. Dziwię się, że nie zostałam przez "Kryśki" stratowana. Bez problemu można by to jakoś usystematyzować. Opóźnienie na "wielkie otwarcie FW" to była tragedia. Lecz samo otwarcie było jeszcze większą tragedią...
Jednym z głównych sponsorów było Carlo Rossi, a "atrakcją wieczoru" pokaz stylizacji inspirowanych różowym Carlo Rossi w wykonaniu "czołowych blogerek". Nie umniejszam ich dokonań, zapewne mają odbiorców, mają na swoim koncie kontrakty reklamowe, działają od wielu lat i są widoczne w Internecie. Znam to wszystko "od podszewki" i wiem, że nie jest łatwo tego dokonać, ale czołowymi bym ich nie nazwała. Czołowa to jest Maffashion, Macademian i Jessy. 
Jakość pokazu i stylizacji wołała o pomstę do nieba. Przepraszam, tam nie było w ogóle jakości! Ja wiem, że róż jest z góry tandetny, ale można go "ugryźć" i zaprezentować dobrze. A na wybiegu królowały "kreacje" rodem z wszystkich azjatyckich sklepów internetowych, z materiałów tak złych, że aż przykro było patrzeć. Do tego nie nazwałabym tych looków "stylizacją". Basicowe spódnica, kurtka i szpilki to nie jest stylizacja na "pokaz mody". Najbardziej smutne jest to, że młode dziewczęta naprawdę się tym inspirują, oglądają i chcą tak wyglądać. I potem mamy na ulicach zalew taniości i klonów bez fantazji, które (o zgrozo!) uważają się za znawczynie mody. 
Ja znawczynią nie jestem, ale przykładam wagę do jakości, przekazu i oryginalności, która nie przekracza granic dobrego smaku. I tego szukam u innych, tego szukam na Fashion Week'u. Jednak nie znalazłam zbyt wiele...
Zwłaszcza brakowało tego w Showroomie, czyli strefie, gdzie wystawiają swoje kolekcje młodzi, niezależni projektanci. Królowała oczywiście dresówka w fasionie "worek na ziemniaki", ewentualnie widać było gdzieniegdzie falbanę (dresową! sic!), niewykończone kroje - bo przecież obszycie ubrania, żeby się nitki nie ciągnęły, to taki okropny wysiłek i koszt - oraz ściąganie jeden od drugiego. Drewniane okulary na co drugim stoisku, kolorowe muchy i skarpetki na co trzecim, a dresówka na 99%. Chciałam coś kupić, naprawdę. Nie mam problemu z wydawaniem pieniędzy, jak to mówi moja Mama  - one mnie parzą. Ale tam, choć bardzo chciałam, nie kupiłam nic. Zakupoholiczka była trzy dni w miejscu pełnym ubrań i dodatków i wróciła z pustymi rękami! Łatwo jest więc wyobrazić sobie poziom tych projektów. 
Skoro było tak źle, to dlaczego nazwałam ten wyjazd przyjemnością? Ponieważ udało mi się w tłumie Krysiek znaleźć kilka inspirujących i inteligentnych osób, udało mi się nawiązać kilka wartościowych znajomości, przeprowadzić wiele dużo wnoszących rozmów, spotkać z osobami, które doceniam i śledzę. Które są twórcze, otwarte, szczere, zabawne, doceniają te same wartości, które doceniam i ja. Są otwarte na świat, ale jednak widzą, że zmierza w złym kierunku.
Było przyjemnie, bo spędziłam ten czas z Kingą ze Style-On, z którą się dobrze rozumiemy. Naśmiałyśmy się, nagadałyśmy (co najważniejsze moda zajmowała naprawdę niewiele czasu podczas naszych rozmów! i to uwielbiam - różnorodność), najadłyśmy się Manekina za wszystkie czasy (łódzki manekin jest mega tani i nie ma aż takich kolejek!), poznałyśmy lepiej i jeszcze bardziej się do siebie zbliżyłyśmy. 
Do tego widziałam kilka w miarę ciekawych pokazów, ale o nich w następnym poście. Postanowiłam, że napiszę tylko o tych, które mi się podobały, a pominę te nieciekawe (subiektywnie nieciekawe!). Śledźcie więc bloga, czytajcie, szukajcie jakości i wyrażajcie swoje zdanie. Naprawdę jestem go ciekawa.

EDIT:  Wybaczcie, ale brak będzie postów o pokazach. Przejrzałam foty, poczytałam o kolekcjach i doszłam do wniosku, że nic nie zachwyciło mnie na tyle, bym poświęcała temu oddzielnego posta. Smutne, lecz prawdziwe...

26 komentarzy:

  1. Właśnie wróciłam z Fashion Weeku i niedługo będę robiła o tym wydarzeniu post i tak jak ty mam więcej negatywnych niż pozytywnych komentarzy. Co do tej "sławnej" osoby, którą opisujesz mam takie samo zdanie. Dla mnie była to masakra,żenada i wg niedobrze mi się robiło patrząc na to wszystko. Co prawda, nie wszystkie pokazy zwróciły moją uwagę, tym bardziej po 40 min staniu w kolejce i brak czasu na zjedzenie normalnego posiłku ale i tak na większości miałam mnóstwo pozytywnych opini, ciary od tej muzyki czy efektu świateł. Z zapałem patrzyłam na niektóre kreacje by móc dostrzec jak coś zostało zrobione i uszyte, po czym osoba w masce gazowej w pierwszym rzędzie oglądała się w tłum w poszukiwaniu kolegów czy koleżanek z branży. A co do tych znajomości to też uważam to za przyjemny wyjazd, bo sledząc i oglądając przeróżne blogi, które mnie inspirują mogę spotkać te osoby na żywo i zamienić nawet to jedno czy dwa zdania. Dla mnie takie spotkania są jakimś kolejnym przeżyciem i często takim powerem żeby sie nie poddawać w tym co się robi. Gdyby organizatorzy popracowali nad rozdawaniem akredytacji i przyznawaniem miejsc vipowskich oraz nad wpuszczaniem na pokazy i miejsca na nich byłoby zupełnie inaczej. Mam nadzieje, że kiedyś to się zmieni.
    Pozdrawiam! ^.^

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam zatem na kolejne relacje. Szkoda że takim niewypałem okazał się Łódzki FW

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam zatem na kolejne relacje. Szkoda że takim niewypałem okazał się Łódzki FW

    OdpowiedzUsuń
  4. nice post!

    www.bstylevoyage.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ogólnie jak dla mnie opisałaś jakieś 80% społeczeństwa polskiego... niestety! Ubolewam nad tym, że to właśnie polska rzeczywistość. To bardzo smutne i przykre. Ogólnie branża mody jest ciężkim kalibrem. Jest tak ogromna konkurencja i tak wiele osób, które chciało by zaistnieć, najgorsze jest to, że większość chciała by pójść na łatwiznę, ciężko teraz rozróżnić kto ma prawdziwy potencjał a kto zachłysnął się chwilową (lub nie) sławą. W tej branży powinno być ważne to co chce się przekazać dalej, jakiś ciekawy i oryginalny punkt widzenia. Moda to nie tylko ładny wygląd i modny strój to również sposób bycia i postrzegania świata a tacy celebryci są właśnie odpowiedzialni za to jak widzą ich następne pokolenia młodych ludzi i jeśli im pokażą, że to tylko dobra zabawa to jakie oni wnioski z tego wyciągną, ja się pytam... Oby taka grupa ludzi nie zawładnęła naszą polską branżą mody wciąż wierzę, że jednak mamy ludzi w branży, którzy wiedzą co jest naprawdę ważne w tym fachu.
    Może po prostu Polska jeszcze nie dojrzała do tego aby organizować takie pokazy. Moja opiniajest lekko subiektywna ponieważ nigdy nie byłam na takim pokazie, ale znając życie cóż to może być jak nie impreza, na której każdy chce zarobić... noo MOŻE prawie każdy.
    Czekam na kolejne Twoje recenzję.
    Pozdrawiam,
    Aleksandra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za obszerny komentarz!
      Owszem mamy ludzi, którzy wiedzą o co naprawdę chodzi w branży, ale jest ich za mało i większość z nich nie ma wciąż przebicia...

      Usuń
  6. MIło było CIę znów spotkać - to po pierwsze! Po drugie, zgadzam się z tekstem, smutne to, kiedy facet w toczku ze znaczkiem SS robi największą furorę na imprezie... no i te VIP-Ki, tzw. "Karyny" w pierwszym rzędzie, w sukienkach z Tuszyna, true, sad but true!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziś rozmawialiśmy na ten sam temat i doszliśmy do tego same wniosku , mimo, że to był mój pierwszy wypad na FWP

    OdpowiedzUsuń
  8. Nigdy nie ciągnęło mnie na naszego FW.Co prawda byłaby to świetna okazja aby nareszcie poznać dziewczyny na których blogi zaglądam jednak po tym co napisałaś wiem że jednak warto poczekać na inna okazje :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Super się czytało, teraz wiem ,że nie warto było się tam wybierać;) Dla Was o jedno doświadczenie więcej:) buziak

    OdpowiedzUsuń
  10. Z przyjemnością czytałam Twój post i Twoje wrażenia z FW. O gustach nie dyskutuję, o fasonach także, ale o jakości - owszem. Dlatego bardzo doceniam to co napisałaś - o niewykończonych ubraniach, często za niemałe pieniądze. I to uważam za niedopuszczalne. (Sama szyje, mam klientki, sama zrobiłam kilka rzeczy, które miały "surowe" wykończenia, ale były one dopracowane i "wykończone" i nitki, czy inne prujące się materiały nie mogłyby przejść).

    OdpowiedzUsuń
  11. No nie spodziewałam się, że FW w Łodzi może okazać się taką porażką. Ale cóz..
    To ludzie go tworzą, więc powinni zadbać o nawet najmniejszy szczegół!!!


    http://delavie-paula.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Zawsze chciałam pojechać na FW do Łodzi, ale po przeczytaniu Twojej relacji wiem, że niczego nie straciłam...pozostanę przy obejrzeniu zdjęć i relacji w internecie :-) Mocny i dobry tekst, który przyjemnie mi się czytało i absolutnie zaprzeczający myśleniu niektórych ludzi, że " blogerki modowe nie mają nic do powiedzenia" ! Gówno prawda! Nie cierpię jak ktoś wrzuca wszystkich do jednego wora - np. " wszyscy lekarze to złodzieje" ( sama jestem lekarzem ). Wiadomo i tu nie powiem nic odkrywczego, że w każdej dziedzinie są i tacy i tacy ludzie i tak samo jest wśród blogerek/ów modowych. Zdarzają się " pustaki", które nic poza pokazywaniem beznadziejnych stylizacji nie mają do przekazania, ale jest też wiele wartościowych osób, do których się zagląda z wielką przyjemnością :-)
    Czekam z niecierpliwością na dalsze posty :-)

    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jednak mimo wszystko każdy "fan mody" musi choć raz uczestniczyć w tym wydarzeniu, żeby poczuć je na własnej skórze. Wiem też, że będę jeszcze odwiedzać FW - z czystej ciekawości i dla doświadczeń.

      Usuń
    2. Może jeszcze będę miała okazję tam pojechać :-) teraz mam 6 miesięcznego brzdąca w domu więc trochę ciężko z takimi wyjazdami :-)

      Usuń
  13. Po lekturze tego posta, ulżyło mi znacząco. Byłam, widziałam, przeżyłam. Przez moment nawet myślałam, że może ze mną jest coś nie tak.
    Jednak pobudka przyszła w porę, wraz z Twoim, i policzalnymi na palcach jednej ręki tekstami, tym dobitniej. Do tego wręcz stopnia, że sama także musiałam ulać nieco goryczy, na swoim prywatnym, blogspotowym poletku.
    Dziękuję, za dobry teskt, za dobre oko i za ponadprzeciętną jakość, którą widać tu nie od dziś. Oby tak dalej. Z poważaniem, wierny kibic :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. no i właśnie dlatego szukam inspiracji nie na polskim tygodniu mody, a w: Street looks at Fashion Week Fall/Winter 2015-2016, New York, London, Milan and Paris - iluminacje gwarantowane ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  16. Oj... Szczera prawda. Niestety jest jeszcze wiele rzeczy, które ukrywa FW w Łodzi. Pracowałam w wolontariacie. Organizacji brak, wykorzystywanie ludzi. Ok. byłam, pracowałam, ponieważ jest to dla mnie przyjemność, ale obecna edycja w porównaniu od poprzedniej... Szkoda gadać! Mogę powiedzieć, że już nie uratujemy Łódzkiego FW, bo była to ostatnia edycja. Nowym odpowiednikiem będzie Mercedes Benz Fashion Weekend Warsaw. Tylko dlatego, że główny organizator nie wypłacał kasy. Agencje modelek nie otrzymały kasy za poprzednie edycje. Była nieprzyjemna sytuacja, że modele nie mogli wejść do swoich pokoi w hotelu, bo nie były opłacone. Po 2 godz. mogli już wejść, bo ''zostało przelane z wielką łaską 2 tys zł''. Niektórzy projektanci pokazali swoje prawdziwe ja, obrażając wszystkich dookoła, grożeniem, że nas wypie... Poprzewracało się w głowach. Niektóre blogerki z pokazu Carlo Rossi zapomniały na co mogą sobie pozwolić. Po mimo zakazu wchodzenia na backstage ( niż dzień pokazu) robiły zdjęcia modelkom, kiedy te ubierały się do pokazu i NIE ŻYCZYŁY sobie nikogo z poza garderoby! ''Bo ona jest blogerka i musi napisać post''. A potem obrywało się innym osobom. Wszystko leci na łeb na szyję. Nic się nie opłaca. Jest ciężko, bardzo ciężko i nawet najlepsi do odczuwają np: Zień, który zbankrutował. Dziękuję, Pozdrawiam serdecznie! PS: Tak dawno nie widziałam tak dobrego bloga! Jestem Twoja obserwatorką! Powodzenia! Nie zmieniaj się.

    OdpowiedzUsuń
  17. Zgadzam się z postem w 100%. I dobrze, że szczerze o tym piszesz. Czekam na więcej relacji:P

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetny blog! Trafiłam przez przypadek, ale na pewno jeszcze go odwiedzę!

    OdpowiedzUsuń
  19. Przeczytałam z ciekawością i muszę przyznać, że jest w Twoim artykule sporo prawdy. Byłam na jednym dniu FW w maju 2014 i obecność TEGO pana również przyprawiała mnie o niesmak. Nie rozumiałam i nie zrozumiem zainteresowania jego osobą, choć podobno cała sprawa wyklarowała się już jako "twórczy eksperyment", inspiracja, źródło do tworzenia. Mniejsza z tym panem, blogereczki, celebryci to osobna kategoria o której również mogłabym długo się wypowiadać. Wszechobecne parcie na szkło i płytkość. Ja byłam wdzięczna, że udało mi się wygrać akredytację na jeden dzień w konkursie radiowym, napawałam się tą chwilą, obserwowałam i podziwiałam, wyrabiałam sobie zdanie, smak oglądając pokazy. Czy nie o to powinno właśnie chodzić? Pchanie się na ściankę pseudo znawców to żenada. Wtedy miałam 17 lat, dziś 18, a oglądając niektóre zachowania miałam wrażenie jakbym cofnęła się kilka lat wstecz. Każdy najważniejszy. Milion zdjęć, bo przecież trzeba się pokazać. Mimo wszystko wyjazd wspominam bardzo dobrze, bo moda i możliwość przyjrzenia się jej z bliska była dla mnie wtedy wyróżnieniem, mimo że na uznanie zasługiwał tylko "Kędziorek". Postanowiłam aplikować na stanowisko wolontariusza podczas kolejnej edycji, żeby zobaczyć jak naprawdę wygląda to od środka. Nie chcę zdjęć z celebrytami, których nawet nie śledzę, ani się nimi nie inspiruję. Moda jest niekiedy płytka, ale ja wierzę w inną modę. Popartą wiedzą, doświadczeniem, wykształceniem i kontaktami również. Ale nie tymi z pierwszych stron pudelka. Mam nadzieję, że kiedyś będę częścią właśnie takiej strony mody. Dobrze, że jest nas więcej! To Twój pierwszy post, który przeczytałam, ale już lecę zapoznać się z innymi. Dzięki za szczerą opinię, pozdrawiam i powodzenia!

    OdpowiedzUsuń

Masz pytanie do posta? Chcesz podzielić się swoją opinią?
Napisz do mnie maila - wiktoria.celmer@confassion.com
Dziękuję!

If you have any question or want to share your opinion please write me an email - wiktoria.celmer@confassion.com
Thank you!