niedziela, 27 grudnia 2015

RED BLOODED WOMAN...




I po Świętach. A tyle było czekania, niecierpliwienia się, planowania. Co prawda mam jeszcze przerwę świąteczną niezbędną mi do prawidłowego wejścia w Nowy Rok, ale to nie to samo. Oczywiście nie przeczytałam jeszcze ani jednej książki z planowanych świątecznych lektur. W ogóle nie zrobiłam nic twórczego ani godnego pochwały. Skończyłam pierwszy sezon "Scream Queens", czego wynikiem jest uwielbienie do głównej bohaterki Chanel Oberlin, a przez to zakup futrzanej torebki Zaca Posena i opaski z koronkowymi uszami królika. Niestety sprawa torebki stoi pod wielkim znakiem zapytania. Okazało się, że z USA nie można wysyłać do innych krajów rzeczy z prawdziwego futra. Tak, zamówiłam torebkę z futra owcy. Jeśli kogokolwiek, kto je mięso, nosi skórzane obuwie oburzy ten fakt, to jest obleśnym hipokrytą. Na pewno nie kupiłabym niczego z futra zwierzęcia hodowanego specjalnie w tym celu, ale jako osoba, która je mięso, w tym także baraninę, nie widzę nic złego w wykorzystaniu futra, skoro i tak wykorzystuje się mięso. 

Wracając do sprawy - nie można wysłać torebki, która ma futro, ale skórzaną bez futra już można. To jest zupełnie nielogiczne. Jestem rozczarowana, przez dziwne prawo odnośnie eksportu nie będę jak Chanel Oberlin! Dobrze, że chociaż mam te uszy...
Co do serialu to mimo, że jest głupi jak but i absurdalny to totalnie go polecam! Wciąga, rozśmiesza i  cieszy oko. Te stroje! Prawdziwa gratka dla każdej fashionistki. Oczywiście całość jest na granicy tandety i albo się pokocha styl głównych bohaterek albo go znienawidzi. Tak samo rzecz ma się z serialem. Dla niektórych może być po prostu zbyt przerysowany i zbyt głupi. Ale mnie ten kicz totalnie zauroczył i z niecierpliwością czekam na drugi sezon. 
Rozmyślam teraz, czy nie zacząć oglądać Gossip Girl. Z chęcią zagłębiłabym się w kolejną historię o rozpuszczonych, bogatych pannicach w futrach, których głównym problemem jest utrzymanie swojej popularności, ale przeraża mnie fakt, że jest tyle sezonów! Znowu byłoby jak z "Przyjaciółmi" - nie robiłabym nic innego, tylko oglądała kolejne odcinki. A przecież idzie Nowy Rok i wypadałoby wziąć się za siebie. Wiecie "Nowy Rok, nowa ja". Ta, jasne... stara ja ma się zbyt dobrze i nie ma miejsca na nową.



________________________________________________________________________________



Uzależniłam się ostatnio do sukienek maxi. Jak ja lubię, jak idę i materiał łopocze przy każdym kroku, włócząc się za mną. To daje +100 do pewności siebie i dobrego samopoczucia. Na wyprzedaży zamówiłam już dwie kolejne, obie z H&Mu. I na tym na pewno nie poprzestanę, bo długie, powłóczyste suknie, takie trochę w starym stylu naprawdę robią wrażenie! 

Sukienka / Dress - H&M
Sweter / Knit - Zara
Szalik / Scarf - Moschino
Płaszcz / Coat - my saru
Buty / Shoes - Zara
Torebka / Bag - Love Moschino








6 komentarzy:

  1. Piękna czerwień i ja lubię mięsko :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo przypadła mi ta kolorystyka do gustu.
    Fajnie wszytsko dobrałaś!

    SUPER

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny zestaw i genialne zdjęcia! Uwielbiam te czerwoną maksi, sama się nad nią zastanawiałam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest moc w tej czerwieni! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. swietna kolorystyka, pasuje Ci bardzo ^.^

    OdpowiedzUsuń