2017/01/04

SUBIEKTYWNIE: HITY 2016 - MODA, URODA, KULTURA




2016 rok był cudowny, ale pod względem wydarzeń i doświadczeń podsumowałam go już krótko na FB, więc nie będę się powtarzać. Natomiast dopiero dziś nadszedł czas na prezentację subiektywnych hitów ubiegłego roku. Nie tylko odzieżowych, ale też kosmetycznych i kulturalnych. Jakie ubrania najczęściej nosiłam, które filmy i książki musicie według mnie przeczytać? I jaką - dość nietypową - rozrywkę odkryłam i totalnie się w nią wkręciłam? Już Wam zdradzam wszelkie "tajemnice".

Zaczynamy od ubrań. Jako niepoprawna zakupoholiczka w zeszłym roku nabyłam ogrom odzieży. Muszę się przyznać, że wiele z tego, co kupiłam w zeszłym roku wciąż nie miałam na sobie... Ale na szczęście jest też całkiem sporo rzeczy, których zakup totalnie się opłacał, bo noszę je bardzo często i nie wyobrażam sobie bez nich mojej garderoby.
Królowały oczywiście printy. W końcu, po długich poszukiwaniach znalazłam koszulkę a'la Freddy Kruger (chciałam sweter, ale aż tak dobrze, to nie ma). W czarno-czerwone pasy, oversizowa. Jakość nie jest rewelacyjna, ale prałam ją już kilka razy i wciąż daje radę. Oczywiście żałuję, że nie kupiłam ich więcej, na zapas, bo taki t-shirt to dla mnie "klasyk" (ja i te moje nieklasyczne klasyki...), ale na szczęście znalazłam podobną w C&A na dziale męskim. Zamiast czarnych pasów ma ciemnoszare, lecz mimo wszystko wciąż ma ten fajny, punkowy klimat.
Znalazłam też idealną rozpinaną bluzę z kapturem. Na dziale męski, a jakżeby inaczej. Gdyby nie działy męskie, to nie miałabym w swojej szafie basicu, bo te damskie nie zachwycają. Bluza jest do połowy uda, oversizowa (bo za duża... rozmiar XL), czarna, z delikatnym logo CK. Uparłam się właśnie na taką bluzę Calvina Kleina i mam. Ciepła, miła, duża i przytulna.
Pamiętam, jak zarzekałam się, że już nigdy nie założę dzwonów. Około dwa lata temu założyłam, a teraz poszłam krok dalej. Noszę dzwony do kostki. Brzmi jak tragedia, wiem. Ale wygląda naprawdę dobrze. Te spodnie mają w sobie coś rockowego i zadziornego. Są dużym urozmaiceniem, bo wystarczy, że założę t-shirt bądź sweter, a do niego te jeansy i już mam ciekawy look. Wiadomo, że te widoczne na zdjęciu, to nie jest moja jedyna para o tym kroju... Mam jeszcze skórzane i dwie pary z falbaną zamiast standardowego rozszerzenia. Nie mogłam się oprzeć.
Ramoneska w panterę! Czy może być coś bardziej w moim stylu? Chyba nie! Miłość od pierwszego wejrzenia, jechałam po nią do Zary na kilka godzin przed wylotem na wakacje, bo musiałam ją mieć. Tak, musiałam ją mieć do Grecji, gdzie temperatura przekraczała 30 stopni Celsjusza. Przydała się, bo wracałam w nocy, a w Warszawie pogoda wtedy nie rozpieszczała.
Dzianinowa sukienka tuba. Czyste uwielbienie. Mam w dwóch kolorach i okropnie ubolewam, że nie stworzono takiej czerwonej. Biała jest totalnie w stylu Sharon Stone w "Nagim instynkcie", a czarna w stylu Morticii Adams z nutką Marilyn Monroe. Bardzo kobieca, bardzo retro. I dobra jakość, więc nie musiałam kupować na zapas. 
I trzy ostatnie pozycje to znowy printy. Dwa razy paski, raz gwiazdki. Najbardziej jestem zadowolona z futra w pasy. Znowu idealne połączenie, tym razem ulubionej faktury z ulubionym printem.


Rok 2016 należał do czerwonych Conversów. Najczęściej noszone przeze mnie obuwie. Muszę znaleźć takie w wersji zimowej. Latem i wiosną również często wybierałam wiązane baleriny i niskie czólenka z futerkiem.
Podczas niższych temperatur najczęściej zakładam futrzane botki w cętki.



Niekwestionowaną IT BAG 2016 jest K/Kuilted Bag by Karl Lagerfeld. Klasa sama w sobie. A do tego uniwersalność, bo wygląda równie dobrze w zestawieniu z w/w sukienkami, jak i z bluzą. A  jakość rewelacyjna i wiem, że posłuży mi długie lata.


Jako miłośniczka torebek nie mogłam jednak skończyć na jednej i muszę Wam pokazać pozostałe trzy, które królowały w moich stylizacjach w 2016 roku.
"Pokochałam" Gucci i pomimo, że najpierw miałam kupić tylko jedną torebkę GG, a potem pomyśleć nad YSL lub Louis Vuitton, to finalnie ma dwa egzemplarze GG i już korci mnie następny. Wybrałam GG Marmont mini chain bag  w kolorze czerwonym oraz czarną GG Marmont matelasse shoulder bag. Obie są cudowne!
A trzecia, to znowu dzieło Karla Lagerfelda. Jakżeby inaczej. Co prawda nie jest ona z kolekcji 2016, kupiłam ją na allegro, ale jest jedną z moich ulubionych, więc musiała się znaleźć w zestawieniu. Ma logo Karla w czarno-białe paski! Rozumiecie już, czemu tak ją lubię?


Materiałem roku jest zdecydowanie futro. Ilość futer, futrzanych torebek, czy butów z futrem, które kupiłam w tym roku jest po prostu niewyobrażalna. Najbardziej lubię torebkę Karl Pop, którą dostałam na 25 urodziny od marki Karl Lagerfeld podczas wizyty w Paryżu.. Nie tylko jest piękna, wygodna (zdarzało mi się na niej zdrzemnąć w samochodzie...) ale ma też wartość sentymentalną.


Nie jestem wielką fanką dodatków i akcesoriów. Zazwyczaj moim głównym "dodatkiem" jest torebka. Ale mam swoje must have.
iPhone 7+ może nie jest dodatkiem, ale jest akcesorium bez którego nie wyobrażam sobie swojego dnia. Zamówiłam od razu jak tylko weszły na polski rynek, bo telefon to w dużej mierze moje narzędzie pracy i potrzebny mi jest najlepszy z dostępnych. Przekonała mnie nie tylko wodoodporność, nowy, podwójny aparat, ale też kolor - piękna, matowa czerń. Sprawdza się dobrze, ale chyba jednak spodziewałam się większego wow. Arek mówi, że to dlatego, bo nie umiem go używać i wykorzystać wszystkich funkcji. Jest to bardzo prawdopodobne.
Zapach roku? Karl Lagerfeld! To ci niespodzianka ;) Zegarek, a właściwie dwa? Również Karl Lagerfeld.
A z biżuterii wybrałam perły. Ich elegancja fajnie kontrastuje z moim dość nieuporządkowanym stylem.



W 2016 roku otworzyłam się na kosmetyki. Do tej pory miałam swoje ulubione minimum i jedyne z czym kombinowałam, to były matowe pomadki. Kupiłam ich całe mnóstwo szukając tych ulubionych. Prawie już skompletowałam kolekcję swoich ulubieńców, ale wciąż nie mam tej jednej, najważniejszej - czerwonej. Na razie najlepiej sprawdza się Maybelline Sensational w kolorze Craving Coral. Ale to wciąż nie jest "to".
W mojej kosmetyczce po raz pierwszy zagościła baza pod makijaż, spray utrwalający, czy baza pod cień do powiek. Wszystkie marki ARTDECO. Na co dzień wciąż ich nie stosuję, ale gdy przyjdzie potrzeba na trwalszy makijaż, to sprawdzają się rewelacyjnie. Bardziej szczegółową recenzję produktów znajdziecie tutaj. 
Wymieniłam również sprawdzony tusz do rzęs Loreal'a na ultrapogrubiającą mascarę od Marc Jacobs. Była to bardzo udana wymiana, mam rzęsy do nieba! 
Zamiast jednego cielistego cienia do powiek mam teraz kilka paletek w odcieniach nude (nie zrobiłam się aż tak "otwarta", żeby kombinować z kolorami), a moją ulubioną jest "Nude Dude" z TheBalm. Mam nawet zestaw do konturowania ARTDECO! Co prawda używam go tylko do delikatnego podkreślenia kości policzkowych, ale jednak stanowi ważną część makijażu. 
Z produktów pielęgnacyjnych na dłużej zaprzyjaźniłam się z produktami Kevin Murphy. Dobrze odżywiają włosy, nie przeciążają ich, a dodatkowo pielęgnacja jest bardzo szybka, co dla mnie ma duże znaczenie. 
I w końcu znalazłam wybawienie dla mojej suchej skóry! Mocno nawilżający krem polskiej marki Dottore. Daje ukojenie, nawilża i jest idealny pod makijaż. Jest bardzo lekki, momentalnie się wchłania, a przy tym od razu nadaje skórze gładkość. Po dłuższym stosowaniu skóra jest naprawdę zdrowsza i bardziej nawilżona. A u mnie o to trudno. Suche skórki to moja bolączka, a od kiedy używam tego kremu zdecydowanie rzadziej zdarza mi się je mieć (zazwyczaj wtedy, gdy kilka razy zaniedbam używanie Dottore).


Również pod względem filmowym to było bardzo udane 366 dni. Wiele filmów mi się spodobało, jednak tutaj zamieszczam moją subiektywną "szóstkę wspaniałych".  Tematyka przeróżna, ale każdy na swój sposób wstrząsający. 5 filmów opartych na faktach, zainspirowanych wydarzeniami niemieszczącymi się w głowie i 1 komedia, która po prostu pozamiatała. Majstersztyk, humor na najwyższym poziomie, a do tego niesamowite napięcie i akcja, bo to w końcu komedia kryminalna. Mowa oczywiście o "Nice Guys" z rewelacyjnym Ryanem Goslingiem (jak ja mogłam kiedyś nie doceniać jego talentu?!).
Szczególną uwagę chcę też zwrócić na naszą rodzimą produkcję "Jestem mordercą".  To nie tylko kawał dobrego polskiego kina (jak chcemy, to potrafimy), ale też opowieść o niewiarygodnej zbrodni, a także ludzkiej naturze. Zwraca uwagę, że potworami są nie tylko ci, którzy mordują.


Książkowo mogę polecić tylko 3 pozycje, ponieważ inne, które czytałam i mi się podobały, nie były wydane w 2016 roku. Jednak wspominałam o nich w postach książkowych i na pewno mogliście też kilka podejrzeć na FB czy Instagramie

Zacznę od polskiej debiutantki Magdaleny Stachuli, która stworzyła zdumiewająco dobry thriller "Idealna". Wielowątkowy o wartkiej akcji i pełen napięcia. Tak samo było w przypadku "Pary zza ściany" autorstwa Shari Lapena, która z początku wydaje się być bardzo sztampową powieścią, ale jednocześnie od pierwszej strony zaciekawia czytelnika i szybko wciąga w akcję. A potem okazuje się, że ze sztampą nic wspólnego nie ma. 
"Zabójca z sąsiedztwa" natomiast jest thrillerem innym niż wszystkie i dzięki temu bardzo dobrym. Na pewno dość wstrząsającym, więc uprzedzam, że nie nadaje się dla ludzi o słabych nerwach, których brzydzą krwawe opisy. 

Dużo czasu spędziłam  na graniu w gry towarzyskie. Gdy często widzisz się z przyjaciółmi oraz rodziną i w pewnym momencie obgadaliście już wszystkie tematy, to wtedy warto sięgnąć po jakąś ciekawą grę. To naprawdę rewelacyjna rozrywka i kupa śmiechu! Do naszych ulubionych należą Ego, Tabu, Tempo, Tajniacy i 5 sekund. W 2017 na pewno kupimy jeszcze kilka gier tego typu, bo bardzo nam się spodobała taka forma spędzania wolnego czasu.

A oprócz "standardowych" gier wkręciliśmy się również w "Escape Room". W Warszawie powstało wiele escape room'ów, z których dosłownie trzeba wyjść. Zabawa polega na tym, że na godzinę jesteście zamykani w pomieszczeniu ( grupa 3-5 osób) i w ten czas musicie się z tego miejsca wydostać rozwiązując najróżniejsze zagadki. Czasami bywa naprawdę ekstremalnie - raz byliśmy przypięci kajdankami do rur. Emocje, dużo myślenia, napięcia i czasami strachu (ciemność dość często jest elementem gry). Uwielbiam to.


Mam nadzieję, że 2017 będzie równie obfity w tak dobre odkrycia jak jego poprzednik. Trzymajmy kciuki!

5 komentarzy:

  1. Też się w tym roku pokochałam z czerwonymi Conversami :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Całe Twoje podsumowanie roku bardzo fajnie się prezentuje! Ciekawie :)
    Ja również stworzyłam swoje :)
    Najbardziej zazdroszczę tych wszystkich torebek :P
    Ja wciąż jestem jeszcze na etapie kupowania wielu tanich z sieciówek zamiast
    zbierać w słoik na jakiś porządny klasyk! Ale dojdę do tego!! :D

    Pozdrowionka,
    MEG ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. ha ha ja to chyba nie ejstem modna;p

    pozdrawiam
    Patrycja Story

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe podsumowanie roku 2016. :) Trochę tu nie zaglądałam, aż wstyd się przyznać. Sama nadrabiam zaległości też na swoim blogu. Zgadzam się z Tobą co do filmu "Jestem mordercą". Polska kinematografia może nie jest na takim poziomie jak zagraniczna, ale dajemy radę i są filmy godne polecenia i warte obejrzenia. :) Najbardziej co przykuło moja uwagę w poście to wiązane baleriny, osobiście średnio przepadam za tymi butami, ale te wyglądają świetnie. Chyba się zaopatrzę ;)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń