2017/07/05

MAFFASHION NA OKŁADCE L'OFFICIEL - EKSKLUZYWNOŚĆ PO POLSKU



Nie raz słyszałam i czytałam, że "polska prasa modowa kuleje, jest na poziomie gimbazy, pierze kobietom mózgi i zamiast prawdziwej mody mamy tam bazar próżności i głupoty". No cóż, nie da się ukryć, że jest w tym wiele prawdy. Polskie magazyny dla kobiet, które pretendują do miana m.in. modowych, są nastawione przede wszystkim na zysk i to widać. Więcej reklam i treści reklamowych niż treści wartościowych. Osoby, które widnieją na okładkach są wybierane tak, by "sprzedały" swoją twarzą jak najwięcej egzemplarzy. Wszyscy, którzy szukają w prasie "czegoś więcej", rzetelnej informacji o modzie, nietuzinkowych treści, narzekają, że niestety nie ma tego na naszym rynku. Nie jest to jednak duża grupa odbiorców, więc nic dziwnego, że nikt w naszym kraju nie chciał zdecydować się na wprowadzenie w Polsce eksluzywnego i fachowego magazynu o modzie. Wydawało się, że ci ambitni czytelnicy są skazani na poszukiwania treści za granicą, lecz nagle pod koniec 2016 roku w mediach "wybuchła bomba", że będziemy mieli polską wersję najstarszego w Europie luksusowego magazynu o modzie, czyli L'Officiel.

Niektórzy byli zachwyceni, niektórzy podchodzili sceptycznie, lecz zdecydowana większość wiązała z tym tytułem nadzieje - że w końcu będzie profesjonalnie, niezależnie, nie pod publiczkę, bez szajsu dla mas, a jedynie z wyselekcjonowanymi treściami dla wybrańców. Pierwsze dwa numery może nie były do końca tym, czego odbiorcy "luksusowego magazynu" mogliby się spodziewać, lecz na pewno były odmienne - w dobrym znaczeniu tego słowa - od tych tytułów, które do tej pory były nazywane "luksusowymi magazynami o modzie". Okładki były piękne, oryginalne, artystyczne. Brak wyretuszowanych trzecioligowych celebrytek ze sztucznym uśmiechem też był bardzo na plus. Do tego kilka naprawdę oryginalnych artykułów zaspokajających wiedzę nawet najbardziej oczytanego odbiorcy. Wydawcy szli w dobrym kierunku i zapewne znaleźli swoją niszę, znaleźli reklamodawców i wydawało się, że będzie tak pięknie, luksusowo i profesjonalnie, aż nagle L'Officiel wywołało kolejne zamieszanie w mediach (chyba nawet większe niż ogłoszenie, że będzie polska edycja) - na okładce trzeciego numeru pojawiła się Maffashion. 
I wtedy się zaczęło - że L'Officiel tak szybko sięgnął dna; że miał być to ekskluzywny magazyn dla wymagających, a już w trzecim numerze na okładce jest idolka gimbazy; że się sprzedali;  że Maffashion nie zasłużyła, by być na okładce tak prestiżowego magazynu, no bo kimże ona jest!; że żenada! I tak dalej, i tak dalej. A to wszystko jeszcze przed ukazaniem się magazynu w kioskach!
L'Officiel bronił się zaciekle na swoim profilu na Facebook'u, że nie wolno oceniać po okładce, że przed wydaniem opinii trzeba najpierw przeczytać niezwykle oryginalny wywiad, który przeprowadziła Magda Mołek. Pomimo, że ewidentnie wyczuwałam tam nagłą potrzebę pieniądza, stwierdziłam, że rzeczywiście poczekam z wydaniem osądu do przeczytania wywiadu i obejrzenia całej sesji.
Przeczytałam, obejrzałam i no szału nie było. Przykro mi. Wywiad nie wniósł nic nowego, słyszałam i czytałam to wszystko nie raz - mówione zarówno przez Maffashion jak i przez wiele innych blogerek. Jedyną nowością było nagłe, lecz niby zawoalowane, wyznanie Julii jakoby w dzieciństwie nie była doceniana. Była to niezaprzeczalnie zwracająca uwagę informacja, ale chyba nie taka, jakiej spodziewałby się czytelnik L'Officiel. Dla takich wyznań czyta się "Z życia wzięte". Albo ogląda telewizję śniadaniową. 
Sesja? Osobiście uważam, że Julia ma dużo lepsze zdjęcia na blogu. Lecz rozumiem, że mogą się podobać - każda sztuka znajdzie swojego odbiorcę. 
Abstrahując od treści i zdjęć, to głównym zarzutem było, że Julia niczym nie zasłużyła sobie na okładkę w L'Officiel. I tutaj jednak się nie zgodzę. Jakby nie patrzeć jest to kobieta, która zyskała naprawdę duże i międzynarodowe uznanie za swoje stylizacje. Współpracuje z największymi markami, a jej wartość reklamowa to aż 65 milionów dolarów! Dzięki tej zawrotnej kwocie znalazła się na pierwszym miejscu w rankingu najbardziej wpływowych Influencerów (dalej na tej liście była m.in. sama Anna Dello Russo!). Jej stylizacje często są wyróżniane przez wydania Vogue'a na całym świecie, jest gościem na pokazach najznakomitszych projektantów i czy chcemy tego, czy nie, to jest nierozłączną częścią polskiego świata mody. Osiągnęła niezaprzeczalny sukces na polskim (i trochę zagranicznym) rynku modowym. Miała więc pełne prawo pojawić się na okładce magazynu o modzie. Nawet eksluzywnego i szanowanego. Pomimo tego, że większość jej fanów to nastolatki. Pomimo, że nie ma powalającej wiedzy o modzie. Przecież na okładce Vogue'a była Kim Kardashian! I to nie raz! A to "biblia mody". A co Kim ma wspólnego z modą? Nic. Ubierają ją styliści, a znana jest dzięki występowi w filmie pornograficznym. Julia chociaż sama tworzy stylizacje. I pomimo publicznego przeżywania związków, daleko jej do aż takiego ekshibicjonizmu.
Zatem ok, okładkę można by usprawiedliwić i przekonać, że wcale nie chodziło o pieniądze (a przynajmniej przekonująco udawać, że nie). Wilk syty i owca cała. Jednak nagle odkryłam, że Maffashion wraz z L'Officiel robi konkurs dla jej czytelników, w którym do wygrania są wejściówki na jej "prywatne i kameralne przyjęcie z okazji 30 urodzin". Żeby wziąć udział w owym konkursie trzeba koniecznie kupić L'Officiel z Julią na okładce, bo będą pytania związane z tym numerem. I nie, nie da się pożyczyć, czy pobieżnie przejrzeć wywiadu, bo może jest kilka "specjalnych wydań" dla zwycięzców? A może cały proces jest bardziej skomplikowany i magazyn będzie potrzebny w każdej chwili? A już na pewno będzie wymagane własne zdjęcie magazynu jako dowód, że został zakupiony. A kto wie, może nawet lepiej kupić kilka egzemplarzy, bo nigdy nic nie wiadomo?! A w ogóle to przecież jest świetna pamiątka dla fanów Maff! Konkurs na razie jest owiany wielką tajemnicą, chyba sama Maffashion nawet nie wie, o co w nim chodzi. Jedyne, co wiadomo na pewno, to że trzeba kupić najnowszy numer. Koniecznie! Tego wszystkiego dowiedziałam się podczas "live'a" na Instagramie, w którym Julia wielokrotnie przekonywała, że żeby mieć szansę uczestnictwa w jej urodzinach trzeba kupić L'Officiel z nią na okładce. I że 19 złotych to wcale nie jest wygórowana cena jak za tak ekskluzywny, ładnie wydany egzemplarz.
To przykre wydarzenie przekonało mnie, że jednak w Polsce nie ma nic silniejszego niż pieniądz. Że obecność Julii na okładce nie była uhonorowaniem jej osiągnięć, a tanim sposobem na zwiększenie sprzedaży. Nieważna jest moda, treść, sztuka, odbiorca, ani tym bardziej szacunek. Najważniejsze, żeby hajs się zgadzał.
Tylko wydawca chyba nie przewidział, że jego nowa grupa docelowa, czyli fani Julki, nie kupią już następnego numeru, bo nic nie będą z tego mieli. "Starzy" czytelnicy również nie wejdą w jego posiadanie, bo L'Officiel wyraźnie pokazało gdzie ma ich wymagania i potrzeby. Wydaje się, że przyszłość "eksluzywnego magazynu o modzie" zależy od tego, jak duża ilość osób poświęci 2 dychy, by stać się częścią "prywatnych i kameralnych" urodzin Julii Kuczyńskiej. Amerykański sen - chciałoby się rzec.



3 komentarze:

  1. great!

    www.bstylevoyage.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. aż nasuwa się pytanie - dokąd to wszystko nas zaprowadzi? szkoda, że tak prestiżowy magazyn słowo prestiż ma tylko w nazwie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow, zatkało mnie po przeczytaniu tego wpisu... nie spodziewałam się tego po takim magazynie i ogólnie...
    Bardzo dobra notka, daję obiektywny opis zaistniałej sytuacji...

    OdpowiedzUsuń

Masz pytanie do posta? Chcesz podzielić się swoją opinią?
Napisz do mnie maila - wiktoria.celmer@confassion.com
Dziękuję!

If you have any question or want to share your opinion please write me an email - wiktoria.celmer@confassion.com
Thank you!