2017/10/20

I KEEP RIDING THE RIDE




Zawsze żyłam „w biegu”, lecz na początku mojej dorosłej drogi nie sądziłam, że bieg z jednej imprezy na drugą, który kończył się o 7 rano, zmieni się w bieg, który zaczyna się o 7 rano i z imprezą ma niewiele wspólnego. Owszem, często w trakcie zatrzymuję się na bankietach i eventach, ale są one zawodowe, służące rozwojowi bloga, moich pasji, a nie hedonistycznemu korzystaniu z uroków życia. Wychodząc rano z domu wiem, że czekają na mnie podróże komunikacją miejską lub uberem (nie mam prawa jazdy), co najmniej dwa spotkania lub eventy, których charakter może być zarówno casualowy, jak i bardzo wieczorowy, zdjęcia i jeszcze praca w biurze. Wiąże się to z tym, że zawsze jestem objuczona torbami jak przysłowiowy wielbłąd. Muszę mieć ze sobą: a) laptopa, żeby w wolnej chwili przerabiać zdjęcia i przygotowywać posty; b) kosmetyczkę, żeby poprawić makijaż – zawsze rozmażę się jak nieboskie stworzenie, bo nie umiem oduczyć się ciągłego dotykania twarzy, tarcia oczu itp.; c) planner – jestem tradycjonalistką i wszystko zapisuję w książkowym plannerze; d) ubrania, buty na przebranie – przecież nie będę cały dzień biegać w wieczorowej kiecce i szpilkach; e) książkę, bo zawsze może się przydać! – kto wie, czy nie znajdę trochę wolnego czasu. 

Oczywiście noszenie tego wszystkiego nie jest dla mnie komfortowe, ale oprócz braku komfortu moją zmorą była zła prezencja. Nosiłam to ze sobą w tak zwanych „torbach eko”, czyli dzianinowych „worach”. Ani to nie ma kieszonek, żeby jakoś poukładać ten cały dorobek, ani nie jest reprezentacyjne. Wchodzę na spotkanie i pierwsze co widzi druga osoba, to wielki wór na moim ramieniu. Piękna wizytówka, nie ma co.
Postanowiłam więc coś z tym zrobić i znaleźć rozwiązanie nie tylko bardziej komfortowe, ale też eleganckie. Z pomocą przyszła mi nowa marka na polskim i warszawskim rynku – COTCHI Warsaw.  COTCHI Warsaw jest twórcą toreb dostosowanych do potrzeb istylu życia współczesnego człowieka. Czyli wielozadaniowego, w ciągłym pędzie, w ciągłej drodze pomiędzy pracą, siłownią, domem, przyjaciółmi, pasją. Który - tak jak ja – każdego dnia nosi ze sobą wiele przedmiotów i chce przy tym wyglądać elegancko. Oprócz tego szuka też funkcjonalności i wygody. To wszystko znalazłam w produktach COTCHI. Trzy modele toreb: 1) Malcolm, czyli torba 2w1, która może być klasyczną, biurową teczką, a następnie plecakiem idealnym np. na rower; 2) Michelle, którą widzicie w dzisiejszym poście, jest teoretycznie dedykowana na krótkie wyjazdy dzięki oddzielnej komorze na buty, doczepianej kosmetyczce i licznym przegrodom. Ja jednak używam jej na co dzień, ponieważ spełnia wszystkie moje wymagania. Jest piękna – wykonana z najwyższej jakości skóry, z dbałością o szczegóły, ma klasyczny krój, który pasuje do każdej stylizacji. Jest poręczna, dobrze się nią nosi i zdecydowanie dobrze wygląda; 3) Sheryl to elegancki plecak, który ma funkcjonalność typowego plecaka - czyli przegródki na laptopa, na kosmetyki, kieszonkę na drobnostki i ważne dokumenty – a wygląd biznesowy. 
Dzięki temu wyborowi każdy znajdzie coś dla siebie. Są też różne opcje kolorystyczne, więc tym bardziej wszystkie gusta będą zaspokojone. Ja wybrałam oczywiście czarną, ponieważ ten kolor noszę najczęściej i jest dla mnie najbezpieczniejszy. Tak jak mówiłam – szukałam elegancji, klasyki i funkcjonalności, więc torba musiała być w czerni. Stylizacja, którą dziś prezentuję elegancka ani klasyczna nie jest. Chciałam nią pokazać, że torby COTCHI rzeczywiście są idealnym uzupełnieniem niemal każdej stylizacji. Nawet tej nieformalnej, nieeleganckiej, zwykłej, codziennej. Takiej, jaką wybieram, gdy mam niezobowiązujące spotkania i dużo pracy przy komputerze. Jak widzicie nawet ja rezygnuję czasem z ołówkowych spódnic, szyfonu, tiulu i futra. A mówiąc o w.w. – jestem pewna, że torba Michelle od COTCHI wyglądałaby z nimi zjawiskowo!




bluzka / blouse - Zara
spodnie / jeans - Zara

buty / shoes - Loft37