2018/06/12

KARL LAGERFELD + MODELCO




Czy kreatywność marki KARL LAGERFELD oraz samego Karla kiedykolwiek się kończy? Jestem pewna, że nie! Po współpracy z m.in. H&M, VANS (post tutaj), Vilebrequin (post tutaj i tutaj), Stevenem Wilsonem (post tutaj), Faber Castle, a nawet z Barbie! przyszedł czas na połączenie sił z australijską marką kosmetyczną ModelCo. Co prawda nie jest to pierwsza kosmetyczna kolaboracja marki Karla Lagerfelda - współpracował już m.in. z Sephorą w 2011 roku przy świątecznej kolekcji oraz stworzył linię kosmetyków inspirowaną jego kotką Choupette. Nie umniejsza to jednak faktu, że KARL LAGERFELD + MODELCO to po prostu petarda!
Wiem, że kosmetyków nie powinno oceniać się po opakowaniu, ale w tym wypadku nie da się nie zacząć od ich designu. Pomadki w płynie, balsam do ust oraz pędzle  mają zatyczki w kształcie głowy Karla! Natomiast paletki cieni do oczu są podobizną kotki Choupette.  Reszta opakowań jest utrzymana w czarno-srebrnej kolorystyce i eleganckiej konwencji. Cała kolekcja robi niesamowite wrażenie już na pierwszy rzut oka. A gdy przejdziecie do użytkowania produktów, to zachwyt jeszcze się zwiększa!



- 2 maskary;
- 2 eyelinery w pisaku, które oprócz standardowego pędzelka, mają też stemple w kształcie logo Karla lub głowy kotki Choupette! ;
- 3 rodzaje pomadek do ust: błyszczyki (8 kolorów), matowe  (8 kolorów) oraz ultrabłyszczące z drobinkami odbijającymi światło (3 kolory);
- płynny rozświetlacz w pisaku oraz rozświetlacz w kamieniu (oba występują w 3 kolorach).
A dla koneserek są też "gift sety" - np. mała wieczorowa torebka zawierająca mini zestaw do ust lub zestaw "Runway Ready", który jest idealny do stworzenia naturalnego makijażu w stylu top modelek.



Wracają do użytkowania - od jakiegoś czasu używam kilku z w/w produktów i mogę Wam je z czystym sercem polecić! Co więcej, nie tylko Wam je polecę, ale mam dla Was aż 4 makijaże stworzone produktami KARL LAGERFELD x MODELCO.

W swojej kolekcji posiadam:
Charlotte, która zapewne wybierała dla mnie produkty oraz odcienie, trafiła idealnie w mój gust! Naturalne kolory, błysk i czerwień. Praktycznie moja cała kosmetyczka składa się tylko z takich kosmetyków do makijażu.






Pewnie myślicie, że na pierwszy ogień poszła czerwona szminka i to właśnie od niej zaczniemy makijaże i recenzje? Tutaj Was zaskoczę, bo nie! Najbardziej zaciekawił mnie rozświetlacz, bo latem mam obsesję na punkcie rozświetlaczy w płynie. Właściwie na punkcie wszystkiego, co daje naturalny "glow". 
Wykonanie pierwszego makijażu (jak właściwie wszystkich, bo jak wiecie lubię kosmetyki, ale nie lubię misternych i czasochłonnych tworów na twarzy) zajęło mi dosłownie kilka minut. Bazą zawsze był koreański krem BB wymieszany z podkładem. Chciałam, żeby było bardzo letnio, bardzo delikatnie i bardzo świeżo. Wybrałam więc najbardziej złoty cień do powiek z paletki (pierwszy w trzecim rzędzie) i po prostu nałożyłam go na górną i dolną powiekę za pomocą pędzelka. Potem użyłam rozświetlacza na kości policzkowe, czoło, nos, łuk kupidyna oraz na... oczy i usta! Wytuszowałam rzęsy maskarą dodającą objętości i gotowe. Myślę, że osiągnęłam efekt zdrowej cery muśniętej słońcem.

Odnośnie właściwości i użytkowania kosmetyków, to cienie są dość mocno napigmentowane, bardzo dobrze się rozcierają i się nie sypią. Trwałość mają raczej normalną, trudno mi powiedzieć, bo należę do tych kobiet, które cały czas dotykają sobie twarzy, wszędzie się drapią, pocierają powieki, opierają się twarzą o dłonie i w efekcie nawet najtrwalsze kosmetyki po kilku godzinach znikają z mojej twarzy bez śladu. Tusz Intense Black Volumising Mascara jest po prostu GENIALNY! Ma wielgaśną szczoteczkę i wystarczy jedna warstwa, żeby zrobił mi wachlarz kruczoczarnych rzęs. I naprawdę dobrze znosi moje przecieranie oczu - nie kruszy się! Muszę zamówić go na zapasRozświetlacz natomiast bardzo dobrze się rozprowadza po podkładzie, nie ściera go, co często zdarzało mi się w przypadku płynnych rozświetlaczy. Daje naturalny, "mokry" blask. Jedyny minus, to że dla mnie jest jeszcze troszkę za ciemny. Muszę się bardziej opalić i wtedy będzie magia!




Tak, drugą do testowania wybrałam już matową czerwoną szminkę. Baza była taka sama, użyłam też rozświetlacza, ale w zdecydowanie mniejszej ilości. Na powieki wybrałam mieszankę złota i najjaśniejszego beżu (pierwszy i drugi cień w drugim rzędzie) oraz maskarę, która towarzyszy mi już codziennie. Zapewne zauważyłyście, że powieki dość mocno się błyszczą - to zasługa rozświetlacza w płynie, który znowu nałożyłam na powiekę dla osiągnięcia efektu "mokrego oka". Usta miały być kluczowe, a makijaż klasyczny. Nic wielkiego, również kilka minut pracy. Ale podejrzewam, że to nie efekt Was ciekawi, a pomadka. Jest bardzo, ale to bardzo napigmentowana i dość płynna. Na tyle płynna, że jej konsystencja mnie zaskoczyła - spodziewałam się czegoś dużo cięższego. A ona daje pełne krycie przy zachowaniu lekkości. Zastyga na pełen mat w ciągu kilku minut i nie pozostawia na ustach nieprzyjemnego uczucia. Czuć, że ma się coś na ustach, ale w żaden sposób nie jest to dyskomfort. Trwałość świetna! Zaczyna się zjadać dopiero przy tłustym pożywieniu. Niestety nie używam jej na na co dzień jako mojej standardowej szminki, ponieważ ma niebieskie tony. A niebieskie tony wybieram tylko na wieczór, bo mam wrażenie, że w ciągu dnia są za mocne i mnie postarzają. Szkoda ogromna, bo gdyby była w moim ukochanym pomarańczowym odcieniu to nie zamieniłabym jej na żadną inną! Ale na szczęście w moim "zawodzie" blogerki dość często mam wieczorne wyjścia i wtedy noszę ją z przyjemnością.


naszyjnik Karl / Karl Signature Necklace - tutaj / here
naszyjnik z charmsami / Love From Paris Layered Necklace - tutaj / here

A teraz czas na mój ulubiony produkt z całej kolekcji! Powiem Wam, że w życiu nie spodziewałam się, że akurat ten kosmetyk mnie urzeknie, wręcz byłam pewna, że odstawię go w kąt, bo jest taki "nie mój". Mowa mianowicie o nawierzchniowej pomadce, która nadaje mega błysk i mieni się drobinkami, które dają efekt trochę tafli, trochę holograficzny, a trochę brokatowy. Nie spotkałam się nigdy z takim wykończeniem i nie wiem nawet do czego jest porównać. Ale wiem, że ma moc! Błyszczy się niesamowicie, powiększa usta, wygląda soczyście i świetnie nadaje się do mocniejszego makijażu oka. Wiecie, że w moim makijażu to usta zawsze grają pierwszą rolę, ale teraz za pomocą pomadki Top Coat Special Effects się to zmieni. Idealna opcja na lato! Za dnia będę robić neutralny makijaż ultraglow przy pomocy tej pomadki oraz rozświetlacza, a na wieczór dorobię na powiece szybkie smokey eye. Albo dużą kocią kreskę. Znowu mam maksymalny efekt przy minimalnym wysiłku. Tak, jak lubię! 
Makijaż oka wykonany ostatnim cieniem na dole oraz ostatnim z rzędu pierwszego. 


naszyjnik Karl / Karl Signature Necklace - tutaj / here
naszyjnik z charmsami / Love From Paris Layered Necklace - tutaj / here

Na koniec zostawiłam sobie błyszczyk, bo nie przepadam za kolorowymi błyszczykami. Jak już, to wybieram właśnie transparentne z mega błyskiem. Trzeba jednak oddać, że jakościowo błyszczyk jest rewelacyjny. Jedna warstwa wystarczy do pokrycia ust kolorem, nie klei się tak bardzo jak większość błyszczyków, nie spływa poza kontur i nie ściera przy piciu, czy jedzeniu suchych rzeczy. Oczywiście pozostawia lepkie ślady na kubku, czy przy całowaniu, ale to chyba normalne przy produktach o tym wykończeniu. Kolor na pewno zachwyci wiele osób, bo cieliste, naturalne kolory na ustach są bardzo modne. Jest ładny, ale "nie mój". Komuś kto lubi błyszczyki polecam totalnie, ja sama raczej rzadko będę po niego sięgać. Za to o dziwo podoba mi się taki brudny róż na powiece! Znowu dodałam powiece "glow", tym razem za pomocą błyszczyka, który mam też na ustach. Dałam go odrobinę na samym środku ruchomej powieki. Lubię ten efekt! Na lato jak znalazł do jeansu. 



czapka / Captain Karl Cap - tutaj / here
kurtka / Captain Karl Patch Denim Jacket - tutaj / here



Najlepiej będzie jak na własne oczy zobaczycie kolekcję, dotkniecie, wypróbujecie - jest to możliwe, bo KARL LAGERFELD + MODELCO jest dostępna stacjonarnie w salonach Douglas!