x
Obsługiwane przez usługę Blogger.

I WISH... #PANDORA




Marzenia. Każdy je ma. Dla mnie są siłą napędową w życiu. Niczego nie pragnę tak bardzo, jak żyć według swoich przekonań i żyć będąc w 100% sobą. Być wolnym. To nie powinno być marzenie, a rzeczywistość. Jednak presja społeczeństwa robi swoje i dostosowujemy się do aktualnej mody, do zachowań uznanych za prawidłowe, do narzuconych ram społecznych i kulturowych. Nieważne, że to nie nasza bajka, nie nasze pragnienie. Tak wypada i tak robimy.

I źle! Nigdy, przenigdy się nie dostosowujcie, jeśli chcecie inaczej poprowadzić swoje życie. Bo to WASZE życie, WASZE marzenia i tylko WY macie prawo o nim decydować. Dopóki nie wyrządzacie swoimi decyzjami krzywdy innym ludziom, dopóty żyjcie swoim własnym snem. Nie lubię, gdy ludzie są przekonani, że to ich życie i ich wizja egzystencji jest tą jedną, prawdziwą i akceptowalną. Oceniają, wyrażają pogardę, nie wiedząc nic o drugiej osobie. Od razu w głowie rodzi mi się pytanie, jak można uważać swoje życie za lepsze, skoro jest w nim tyle zła i pogardy dla innych osób?!


MARZĘ więc o nieugiętości w swoich przekonaniach i upodobaniach. Odwadze pójścia pod prąd. Odporności na negatywną reakcję ludzi, ponieważ wiem już, że cudzego podejścia nie zmienię i nawet o tym już nie marzę. Jedyne co mogę zrobić, to nauczyć się mieć zdanie innych gdzieś. Nie tylko w sprawach ważnych, ale też tak błahych jak fryzura. Wszyscy mówili mi „nie rób krótkiej grzywki, jak Ty będziesz wyglądać”. Jak? Tak jak chcę! I nikomu nic do tego.

PRAGNĘ siły, pewności siebie, wiary w swoje przekonania. Moda - choć wydawałoby się, że nieistotna - pomaga mi w budowaniu siebie. A biżuteria z nowej kolekcjiPANDORA WISH jest kropką nad i, która pokazuje, że nie boję się być widoczna w swoich nietuzinkowych wyborach; że wręcz jestem z nich dumna.


CHCIAŁABYM umieć cieszyć się z małych rzeczy, cieszyć się codziennością, umieć przestać gonić za szczęściem oraz spełnieniem i zrozumieć, że mam już wszystko, co powinno mi je zapewnić. 
ŻYCZĘ sobie zdrowia, szczęścia i bezpieczeństwa dla moich bliskich. Gdy u nich wszystko jest ok, to i ja jestem szczęśliwa. Przez okres dostosowywania się do dorosłości (który jeszcze trwa) nauczyłam się, by nie stresować się głupotami. Dopóki wiem, że moi bliscy i ja jesteśmy zdrowi, mamy gdzie mieszkać i co jeść, nie zagraża nam jakieś większe niebezpieczeństwo (wiadomo, że nie wszystko da się przewidzieć, ale nie ma co bezpodstawnie panikować) czy duży dyskomfort, to się nie stresuję. Żadna z pozostałych rzeczy nie jest warta nerwów i wszystkich skutków ubocznych z nimi związanych. Nie uda mi się zdobyć współpracy na której mi zależało? Trudno, wciąż mam inne opcje, tym co mnie głównie ogranicza to moja wyobraźnia i pracowitość, nie ma więc co się przejmować, trzeba działać. Znajoma była dla mnie nieprzyjemna? To jej problem, że ma problem ze mną. Nie będę przejmowała się jej opinią. Zresztą w ogóle opinia innych ludzi na nasz temat to coś, czym nie powinniśmy się przejmować. Ludzi nigdy nie zadowolisz, choćby nie wiem co. Jeśli mają czas i energię, by się zajmować mną i moim życiem, wydawać na jego temat osądy, to mogę im tylko współczuć, że nie są na tyle kreatywni, by znaleźć sobie lepszą rozrywkę.

POTRZEBUJĘ nauczyć się lepiej zarządzać moim czasem i pieniędzmi. Jestem taka beznadziejna w gospodarowaniu czymkolwiek! Za bardzo skupiam się na teraźniejszej przyjemności (jestem hedonistką wyznającą zasadę "carpe diem") i zupełnie nie myślę o tym, co będzie później i co mogłabym uzyskać, gdybym np. nie kupiła tej zupełnie zbędnej torebki, i odłożyła pieniądze, nie poszła spać albo nie oglądała Netflixa, tylko wzięła się za ogarnięcie bloga, odpisała na wiadomość, zamiast olać daną sprawę, która wydaje mi się nieinteresująca, ale nigdy nie wiadomo, co finalnie mogłaby mi dać. Naprawdę potrzebuję nauczyć się przewidywać skutki podjętych przeze mnie decyzji, nawet tych najmniejszych. Kierować się logiką, a  nie "widzimisiem".

MARZYŁAM przeogromnie - zaraz po marzeniu o wolności i szczęściu - o spotkaniu Karla Lagerfelda. Niestety nie udało się i się nie uda, bo Karla nie ma już wśród nas, co było dla mnie dużym ciosem. Jednak wiem, że się starałam i poczyniłam pewne kroki, by to marzenie spełnić. Oczywiście największą rolę miał wcześniej wspomniany łut szczęścia, bo dzięki mojemu uwielbieniu do Karla i jego projektów, zostałam zauważona na Instagramie przez jego team i zaproszona do współpracy z marką KARL LAGERFELD, ale jednak to ja dałam szansę losowi wstawiając swoje zdjęcia na IG. 

CHCĘ spełniać się zawodowo i artystycznie. Nie chodzi mi o spektakularny sukces w oczach innych, ale o moje własne, osobiste zadowolenie. Pracuję nad tym i wierzę, że w końcu ono nadejdzie. 

A co znajduje się wśród moich "przyziemnych" marzeń? Czyli tych nieemocjonalnych, do których spełnienia mogę rzeczywiście i namacalnie doprowadzić? Właśnie, doprowadzić! WAŻNE - marzenia same się nie spełniają. My je spełniamy naszymi działaniami. Oczywiście czasem potrzebna jest przychylność losu, ale jeśli nie zrobimy pierwszego kroku, to nie ma najmniejszych szans na łut szczęścia. 


PODRÓŻOWANIE! Szczególnie chcę zobaczyć Kalifornię i Kubę. Z mniejszych podróżniczych przedsięwzięć mam na liście Rzym (byłam 4 razy w Wenecji, niezliczoną ilość razy we Włoszech, a ani razu w Rzymie...), Lizbonę, Barcelonę, Islandię, zwłaszcza plażę Reynisfjara Sycylię, Fuertaventurę, Santorini, Wybrzeże Amalfi, Korsykę, Lazurowe Wybrzeże, Lwów. Z obowiązku, czyli miejsca, które trzeba zobaczyć, ale niekoniecznie się chce, muszę odwiedzić Londyn, Ateny, Pragę i Tajlandię. Ta ostatnia mnie jara, ale nie wiem czemu Londyn, Ateny i Praga jawią mi się jako męczące i rozczarowujące. 


Oczywiście mam całe mnóstwo zachcianek materialnych, o których nie będę wspominać, bo to dość normalne. Każdy chce jakąś rzecz i posiadanie jej nie wpływa na nic. No może na 2 minutową radość, która zaraz ustępuje miejsca kolejnemu pragnieniu posiadania. Bezsens zupełny, ale lubimy posiadać i nie ma w tym nic złego, jednak nie powinno to być priorytetem. Niestety mam wrażenie, że dla ogromnej liczby ludzi stało się sensem życia i wyznacznikiem złudnego szczęścia. Dlatego na koniec dodam, że MARZĘ jeszcze o tym, by świat zdał sobie sprawę z tego, co jest naprawdę ważne i skupił się najpierw na tym, a dopiero potem na przedmiotach.



spódnica / skirt - Zara
bluzka / blouse - Mango
pasek / belt - Gucci
buty / shoes - Eva Minge
okulary / sunglasses - Marc Jacobs