x
Obsługiwane przez usługę Blogger.

KARL LAGERFELD LEATHER JACKET




Ramoneski i skórzane kurtki, to moje uzależnienie. Jedne z pierwszych wiosennych zakupów to właśnie ramoneski oraz skórzana "katana" zamiast tradycyjnej jeansowej. Skóra tylko naturalna, o czym pisałam nie raz - niestety eko skóra nigdy nie wygląda i nie nosi się i nie starzeje tak dobrze jak naturalna, do tego wcale nie jest eko. Po pierwsze jest to całkowicie sztuczny, wyprodukowany chemicznie materiał, który nie jest biodegradowalny. Jeśli wyrzucimy eko skórę - a zrobimy to szybko przez jej znacznie gorszą jakość - będzie rozkładała się równie długo jak plastyk. 

Oczywiście prawdziwa skóra tez nie jest ekologiczna, ale wbrew pozorom wyrządza mniej szkody niż sztuczna reklamowana jaka "eko". Pozyskiwana od bydła mięsnego jest po prostu odpadem pobocznym produkcji mięsa. Zwierzęta nie są zabijane specjalnie dla skóry (w większości, nie mówimy tu o jakiś egzotycznych skórach z węży, czy futrach). Zaznaczam to, bo często spotykam się z twierdzeniami, że sztuczna skóra jest lepsza, bo "ekologiczna" i że "jak ja mogę nosić skórę zwierzęcia". Odpowiedź jest prosta - skoro jem mięso, piję mleko oraz spożywam wyroby mleczne, to noszenie skóry tego samego zwierzęcia jest jak najbardziej naturalne. 

Co ciekawe, spotkałam kilku wegetarian, którzy twierdzili, że nie kupią skórzanej ramoneski, bo to nieetyczne, jednocześnie nosząc skórzane adidasy, bo były akurat "na topie", pijąc mleko krowie i jedząc tony jogurtów naturalnych. Wprost "uwielbiam" taką hipokryzję i epatowanie głupotą wszem i wobec. A o tych wszystkich wegetarianach, a nawet weganach, którzy noszą skórzane produkty nawet nie wspomnę. Warszawa roi się od panienek z torebką Gucci na ramieniu (oczywiście, że ze skóry naturalnej, marki luksusowe bardzo rzadko sięgają po sztuczne), Loubotin' ami na nogach (ze skóry, bo z czego by innego?!) i rzęsami z futra norki na powiekach, które nie jedzą mięsa i produktów odzwierzęcych, by zwierzęta nie cierpiały. Och, a ten pies w torebce, którego "dama" nosi ze sobą do głośnych restauracji, kawiarni, a nawet kina (tak! osobiście znam takie przypadki!), to rozumiem, że jest totalnie zrelaksowany, szczęśliwy i nieumęczony? 

Wracając do ramonesek i stylizacji - ta czerwona z wiosennej kolekcji KARL LAGERFELD to majstersztyk. Klasyczny, oversizowy krój, soczysta czerwień, 100% rocka w rocku! Jakby stworzona dla mnie, idealnie pasująca do odcienia mojej szminki, do większości moich ubrań. Po prostu przepadłam. 

Najpierw chciałam zrobić look "wow", czyli zestawić ją z jakąś koronkową sukienką maxi, botkami na obcasie, sznurami pereł - zrobić rock glam w spektakularnym wydaniu. Potem stwierdziłam, że najlepiej będzie, jeśli pokażę Wam jak noszę klasyki na co dzień, w zajęty dzień, gdy nie chcę, by powłóczyła się za mną kiecka. I tak oto zostałam przy sznurach pereł, ale sukienkę zastąpiłam zwykłym białym t-shirtem i równie zwykłymi czarnymi jeansami. Na nogach kowbojki mojej ulubione polskiej marki obuwnicznej L37, bo od ponad 2 lat to moje ulubione codzienne obuwie (pomimo, że "bum" na nie zaczął się dopiero teraz, ja już dawno widziałam ich moc). Ta kurtka sama w sobie robi taki efekt "wow", że faktycznie nie potrzeba już kombinować z resztą stroju. 

P.S. Niebawem zdradzę Wam, gdzie kupić wymarzoną ramoneskę w cenie bardziej przystępnej niż ta od Karla. I do tego od polskiej marki! 



t-shirt - H&M
spodnie / jeans - Zalando
torebka / bag - Louis Vuitton
biżuteria - KARL LAGERFELD / Sweet Pearls / Parel Parel
okulary - Marc Jacobs (podobne w promocji tutaj)