BIG BIRD


Pierwsza stylizacja z Egiptem w tle, z serii pokazującej trendy (i klasyki), które będę nosić tej wiosny i lata, skupia się na sukience, co do której nie byłam przekonana. Widziałam w niej potencjał, ale też trochę niedociągnięć. Nie lubię, gdy jakaś rzecz mogłaby być oszałamiająca, gdyby tylko troszkę bardziej ją dopracowana. To częste zjawisko w sieciówkach. Jakby zadowalano się półśrodkami. 
Tutaj mam zastrzeżenia do puszystości sukienki, a także wielkości falban. Projekt wygląda trochę tak, jakby miał być bardzo w stylu high fashion, ale projektant w ostatniej chwili stchórzył i ją ugrzecznił, by nie odstraszyć klientek, które nie obcują tak bardzo z modą wysoką. Gdyby materiał był  dużo bardziej puszysty, a falbany większe i bardziej odstające, to mielibyśmy wręcz modowe dzieło sztuki. Ale cóż musiałam zadowolić się tym półśrodkiem, bo naprawdę trudno jest znaleźć ciekawą odzież w rozsądnej cenie. Wychodzi na to, że jak chce się mieć "high fashion", to i trzeba zapłacić "high" cenę. O ile mogę zapłacić dużo za np. skórzaną kurtkę, to nie będę płacić tysięcy za kieckę, w której przypominam Wielkiego Ptaka z Ulicy Sezamkowej. W pozytywnym znaczeniu tego porównania.

Zwróćcie uwagę, jak dużą rolę grają tu okulary w białej oprawie. Dodatki i akcesoria to elementy stroju do których przykładam chyba największą wagę. Nie znaczy to jednak, że mam ich mnóstwo. Jak na kogoś, kto zajmuje się modą i tworzeniem coraz to nowszych stylizacji, nie posiadam ani dużo biżuterii, ani pasków, torebek, zegarków, czy apaszek. Zegarki mam trzy, z czego jeden to stricte użytkowy iWatch. Paski również mam trzy. Apaszki na chwilę obecną także trzy. "Blogerka modowa", a ma kilka akcesoriów na krzyż. Wszystko dlatego, bo nie lubię chwilowych trendów, nie lubię ozdób z plastiku, nie jara mnie obwieszenie się koralikami, kwiatkami, cyrkoniami, bo akurat są "modne". Wolę od kilki lat nosić te same pierścionki, niemal zawsze te same kolczyki i raz na kilka lat dokupić porządny, wartościowy zegarek do kolekcji, niż zbierać jakiś badziew. Nie jest żadną ujmą częste uzywanie tych samych akcesoriów. Nie sprawia to, że stylizacje są powtarzalne, albo, że nie jesteśmy wystarczająco "fashion". Uwierzcie, lepiej mieć jeden piękny, klasyczny i jakościowy dodatek, niż obwiesić się od góry do dołu emaliowanym żelastwem.
Jedyne, czego mam naprawdę dużo, to okulary przeciwsłoneczne. Każdego roku kupuję 2-3 pary. W tym roku na razie wybór padł na te ze zdjęć - od Saint Laurent - oraz wielkie, czarne od Versace, które pokazałam w poprzednim poście. "Musiałam" mieć białe oprawki, bo brakowało mi ich w kolekcji, a potrafią rewelacyjnie uzupełnić wiele moich looków. Same zobaczcie, jakiego charakteru nadały całej tej kreacji. I są wręcz stworzone do mojej ukochanej czerwonej szminki. Czerwień ust i paznokci gra w tej stylizacji równie ważną rolę, co okulary. Okulary ją domykają, nadając sznytu jak z wybiegu Saint Lauent, a czerwień dodaje kobiecości i klimatu retro.

Sama sukienka, która w końcu gra tu główną rolę, choć nietuzinkowa i wydawałoby się dość "określona", może mieć wiele odsłon. Wszystko oczywiście zależy od tego, z czym ją zestawimy. Moja stylizacja jest dla wszystkich lubiących "efekt jak z wybiegu", a także mieszanie różnych tendencji. To glam + rock oraz ewidentna inspiracja najnowszą kolekcją Saint Laurent, w której są falbany, pióra, skórzane ramoneski, odsłonięte nogi i sandały na platformie w stylu disco. Natomiast poniżej zdjęć z Egiptu znajdziecie inne skomponowane przeze mnie stylizacje w formie kolażu. Myślę, że nawet bez stricte modowych zdjęć poczujecie ich klimat i zainspirują Was do dopasowania tej lub podobnej sukienki do Waszych potrzeb i stylu.



ramoneska - H&M
sandały - Who What Wear
okulary - Saint Laurent












Sukienka wygląda, jakby nie nadawała się na co dzień, ale to tylko pozory. Świetnie urozmaici casualowe stroje, nada im nonszalancji i modowego wydźwięku. Pierwszą moją propozycją jest look w stylu lat 70. Sukienka, jeansowe dzwony i dodatki w stylu hippie tworzą klimat jak z Manhattanu w samym środku hipisowskiej dekady. Ponieważ lata 70 i 60 to źródło inspiracji najgorętszych trendw na tegoroczne wiosnę i lato, przygotowałam dwa skrajnie różne looki rodem z tych okresów. Najczęściej widzimu bardzo kolorowe nawiązania do lat 60, dlatego ja postawiłam wykorzystać tę sukienkę do monochromatycznego zestawu w klimacie tej dekady, w której to rzeczywiście bardzo modne były kreacje oparte na połączeniu bieli i czerni - np. pasy, kropy, bloki na sukienkach o kroju A. My mamy białą sukienkę o tym fasonie, urozmaiconą piórami, reszta więc - oprócz rajstop - jest stonowana. Ale nie nudna! Każdy element nawiązuje do ery Twiggy. 


Oczywiście jest też idealna na imprezy. Jeśli idziesz na imprezę i masz sukienkę z piórami - na dodatek białą (!) - to nic więcej już nie potrzebujesz by wybić się z tłumu. Fakt, że ta sukienka ma długi rękaw i golf, nie przeszkadza w założeniu jej na wieczorne wyjście. Wręcz są to jej zalety. Gdyby do tych "piór" dać dekolt i brak rękawów, to byłby to stylizacyjny koszmar. A tak jest klasa.
Dodatki mają być dla niej tłem. Delikatne, srebrne sandały (darujcie sobie białe czółenka, bo będzie jak na ślub) i minimalistyczna torebka wystarczą. Proste włosy, czerwień na ustach i lecimy błyszczeć w tłumie "małych czarnych".

A następnego dnia spokojnie możemy założyć ją "do miasta" osiągając efekt miejskiego szyku w stylu "fashion". Wygodnie, funkcjonalnie i stylowo. Zamiast spodni proponuję legginsy z napiętkami (koniecznie nałożone na wierzch butów), a zamiast płaszcza, czy kurtki, oversizową i długą kamizelkę. Dzięki niej wyeksponujemy rękawy sukienki i nie przytłoczymi stylizacji zbyt dużą ilością czerni. Ważne są też czerwone akcenty w postaci szpilek (mogą być też baleriny, mokasyny lub trampki, jeśli nie przepadacie za obcasem) i detalu na okularach. Sprawiają, że stylizacja nie jest "zwykła".