CHANEL DREAM



Wydawałoby się, że trudno jest przenieść modę haute couture do „normalnego życia”. Pokazy wysokiego krawiectwa, są bardziej jak wystawy sztuki niż prezentacja odzieży. Kostiumy stworzone tylko dla wybranych, zazwyczaj na „wielkie wydarzenia”. I pokazy i sylwetki są głównie po to, by podnieść prestiż marki, pokazać „na co ją stać”. A dla miłośników mody niekończącym się źródłem inspiracji. 
Każdy, kto choć trochę interesuje się modą patrzy z podziwem na te „mobilne dzieła sztuki” i marzy o ich noszeniu. Nielicznym to marzenie się spełnia, a reszta musi sobie radzić w inny sposób. Albo olać temat. Ale gdy coś mi się naprawdę podoba, to nie potrafię olać, więc inspiruję się i kombinuję. 
Od momentu, gdy zobaczyłam jedną z sylwetek tegorocznego pokazu haute couture @chanelofficial , wiedziałam, że nie pozbędę się jej z głowy, dopóki nie spróbuję jej odtworzyć w „mojej wersji”. Oczywiście nie porywałam się z motyką na słońce, bo kreacja jak na krawiectwo wysokie, była dość „prosta” - składała się z koszuli i spódnicy, nie było na nich zdobień, materiały były jednolite, była więc mała szansa na sukces.

Próbować dorównać Chanel, mając bardzo ograniczony budżet i w gruncie rzeczy niewielki wybór, to jednak trzeba mieć tupet i odwagę. Bo oczyma wyobraźni już widzę te niepochlebne opinie na moją fantazję na temat tej sylwetki. Ale ja się bawiłam świetnie, co więcej spędziłam cały wieczór w tej stylizacji, a każdy element jest oczywiście w mojej garderobie i będzie mi dalej służył. Bo jak już mówiłam - ja nie wypożyczam rzeczy, nie zakładam ich raz, nie kupuję i nie oddaję po sesji. Każda stylizacja jest stworzona ze świadomie zakupionych projektów (lub uzyskanych ze współpracy, ale również dobranej do mojego stylu, a nie dla „kasy”), które zostają ze mną na lata i są używane. Mogłabym wypożyczać masę ciuchów, albo kupować, robić zdjęcia i oddawać, jak to robi wiele „blogerek modowych” w Polsce (naprawdę, nie dajcie się nabrać na ciągle nowe total looki marek premium bądź luksusowych, bo są one zwyczajnie wypożyczane tylko i wyłącznie do zdjęć). Ale jaki w tym sens i cel?! Przecież możecie sobie zobaczyć outfity w lookbookach marek.

Cała moja twórczość ma na celu pokazanie, że można zbudować ponadczasową, a jednocześnie dopasowującą się do zmieniających trendów garderobę, która odzwierciedla nasz styl. Chcę również pokazać, że na co dzień można nosić praktycznie wszystko, jeśli się to odpowiednio zestawi. Że przy normalnym trybie życia (w sensie, że nie jest się blogerem, celebrytą, wolnym strzelcem, a np. pracującą 8h dziennie matką) szafa może składać się z modowych perełek, a nie użytkowych basiców. Że nie ma czegoś takiego, jak „cekiny na imprezę”, „kiecka na wesele”, „koronka na randkę”,„garnitur do pracy”. Wszystko jest do noszenia wszędzie! Nie dajmy się zaszufladkować, bo życie jest na to za krótkie. Chcesz zapieprzać w tiulowej spódnicy na „normalną” kolację w restauracji w środku tygodnia? A proszę Cię bardzo. Nikogo nie powinno to dziwić.
Zatem potwierdzam, że to jest strój, który będę nosić. Również każdy element osobno. Bo nie pokazuję niczego, w co nie wierzę, albo tylko po to, by zwrócić uwagę.
 
A’propos elementów tej kreacji, bo ta kwestia jest tu chyba najważniejsza. Mianowicie czym zastąpiłam krawiectwo wysokie Chanel? Zamiast jedwabnej koszuli, postanowiłam wykorzystać to, co mam w szafie od ponad 2 lat. Marynarkę od koronkowego garnituru z Zary (o zgrozo! zakłada Zarę i chce być ja Chanel). Ale spódnica to już „smaczek”, bo jest niemalże haute couture tylko made in Poland  Jest to szyty na miarę projekt Inna Rek Atelie . Gra ona główną rolę, więc tutaj już nie mogłam zdecydować się na sieciówkowe opcje. Zresztą żadnych nie było - o dziwo popularne sieci nie podchwyciły mikro trendu na tiul. 
Wiem, że różnice w mojej wersji i wersji Chanel są znaczne. Ale tak miało być. Mogłam znaleźć podobną koszulę. Mogłam założyć czarne okulary zamiast białych. Lecz nie chciałam kopiować 1:1, bo o to też w modzie nie chodzi. Moda to sztuka, a sztuka to kreatywność, a nie odtwórczość.


marynarka - Zara
spódnica - Inna Rek Atelier
okulary - Saint Laurent